Nie ma tytułu
Po wczorajszym zamieszaniu z Jane, Rebel zdążyła ją bliżej poznać. Przeprowadziła się do Berkeley z Walii, ponieważ jej tata (jak się później okazało) miał pracować z jej bratem przy projektach nowych domów. Jane okazała się spoko dziewczyną. Grała na fortepianie. Pozatym lubiła rocka. Sama była trochę stuknięta. Często miewała napady weny twórczej co powodowało, że na lekcji potrafiła układać wiersze. Zazwyczaj miały tematykę śmierci, lub innych przygnębiających rzeczy. Uważała też że Elvis żyje.

W szkole.

Rebel właśnie wpisała się na listę, po czym zapłaciła 60$. Musiała żebrać od brata, ponieważ wszystko wydała na pokrowiec od gitary, i struny. Miała szczęście bo braciszek, przez te ostatnie projekty był stale przy kasie.
Kiedy wróciła do ławki, zauważyła list. No dobra nie list ale liścik. Miał tytuł:
“Oda do szopy”. Rebel odrazu domyśliła się od kogo list pochodził. Kat zdążyła się wykórować i już dziś była w szkole. Czy ona naprawdę chce znowu oberwać?
Rebel przeczytała treść listu. Było tam pełno przekleństw wyzywających ją od najgorszych. Rebel przeczytała to i roześmiała się. Wzbudziła ogólną sensację, ponieważ akurat w tym momencie w klasie trwała cisza. Frose tłumaczyła jakieś wzory chemiczne. Spojrzała na nią jak na opętaną i bez słowa wstawiła jej naganę. Kiedy Rebel już chciała się kłócić, pomyślała że nie warto. Nie pierwsza i nie ostatnia. Pozatym miała zamiar skopać tyłek Kat. Nie chodziło jej o przemoc, o nieee. Sama nie chciała zbytnio oberwać przed jutrzejszym wyjazdem. Chciała zrobić coś co ta małpa zapamiętałaby do końca życia.

Lekcje się skończyły. Rebel, Jane, Billie, Mike i Frank wracali ze szkoły. Rozmawiali o jutrzejszym wyjezdzie. Chcieli, żeby było jak najfajniej. BJ właśnie opowiadał im historię ostatniego obozu. Wyjechali gdzieś na jakieś bagna, gdzie nawet nie było telefonu. Wtedy Rebel przypomniała sobie pamiętny obóz kiedy mieszkała jeszcze w Nowym Jorku z rodzicami. Wyjechali wtedy ze szkołą na obóż który miał się odbyć w Kanadzie. Skończyło się na tym, że spali w jakiejś puszczy. Najlepsze było to że nikt nie wziął śpiwora. Do tej pory śmiała się kiedy przypominała sobie widok dziewczyn z 7 klasy, chodzących w szpilkach w lesie. Chciałaby żeby tamte czasy wróciły. Żeby jej mama, tata, brat i ona sama znów byli razem. Niestety przeminęło…
Jane po szkole przyszła do Rebel. Uczyły się chemii i fizyki. W pewnej chwili ktoś uderzył kamieniem w okno. Rebel i Jane wyjrzały przez okno. Wszyscy trzej, czyli Mike, Billie i Frank czekali na nie pod domem. Zamierzali wziąć je na sanki. Na początku dziewczyny nie chętnie się do tego przychylały. Musiały się uczyć, wkońcu Jane nie znała połowy tematu. Mike przyszedł ze swoją dziewczyną Cruz. Była to dość wysoka dziewczyna o czarnych włosach i ciemnej cerze. Zanosiło się na ostrą jazde.
Kiedy Rebel i Jane wkońcu się wygramoliły, minęło 15 minut. Chłopaki powoli zaczynały świrować, ponieważ zimno doskwierało im boleśnie. Dziewczyny szybko wyszły z domu, po czym zostały zaprowadzone na jedyne w Berkeley wzgórze. Nie było ono wysokie, ale na sanki w sam raz.
- Kto wyciąga sanki na górę?- spytał Frank.
- No wiesz, też pytanie! Wy!- oburzyła się dla żartu Jane. Oczywiście ciężkie metalowe sanki musieli wynieść chłopcy. Szkoda że mieliśmy tylko 3 pary sanek. Musieliśmy jeździć parami. Mike jezdził z Cruz, ja miałam jeździć z Jane. Billie i Frank, uznali jednak, że nie będą ze sobą jeździć, bo nie chcą się spedalić. Skoro tak chcieli tak było. Rebel usiadła z Billie’m a Jane z Frank’iem. Zabawa była świetna. Najlepsze było to, że nie ubity śnieg, nie dawał się ujezdzić. Dlatego też, zjeżdżali tylko 2m, po czym wywracali się razem z sankami. Później Jane wpadła na pomysł, żeby staczać się z góry. Piski roznosiły się po całej okolicy.
Nadszedł wieczór. Wszyscy byli przemoczeni i zmarznięci. Powoli zaczęli zmierzać w kierunku swoich domów. Ostatnia do domu wróciła Rebel. Kiedy tylko weszła do środka, ściągnęła z siebie mokre rzeczy, i powiesiła je na suszarce. Wysuszyła sobie włosy, i zmieniła ubrania. Czuła się jak wymięty swetr. Poobijana, i potłuczone, ogłuszona przez piski, nie czuła się dobrze. Miała ochotę rzucić się na łóżko i zasnąć. Kiedy jednak położyła się spać, długo przewracała się z boku na bok. Kiedy już prawie zasnęła, zadzwonił telefon. Powoli wygrzebała się z łóżka, i odebrała stary, czerwony, przedwojenny aparat. W słuchawce usłyszała gruby, męski głos przepraszający za tak późny telefon. Nie to jednak było ważne. Wiadomość którą później usłyszała, oszołomiła ją. Nie wierzyła.
Zamilkła i nie odezwała się więcej. Wzięła telefon i rzuciła nim z całej siły o ścianę. Zaczęła krzyczęc, głosem tak donośnym i przeraźliwym, że postawiła na nogi Rob’a.

Stanął w korytarz w samych bokserkach i zobaczył zapłakaną siostrę, uderzającą i wywracającą wszystkie przedmioty w zasięgu jej rąk. Podszedł do niej i złapał ją mocno za ramiona. Dziewczyna wyrywała się mu z ogromną siłą. Mówiła coś do niego, niestety przez ten histeryczny płacz, nie można było niczego zrozumieć. Wkońcu udało mu się to z niej wydobyć.
- Mama i tata nie żyją!!!- krzyknęła mu prosto w twarz. Spojrzał na nią tępymi oczami, po czym puścił ją i opadł bezwładnie na fotel. Ukrył twarz w dłoniach. Rebel spojrzała na niego. Puściła się biegiem na dół. Porwała kurtkę, i trampki, po czym wybiegła na podwórze. Było zimno i padał śnieg. Rebel puściła się biegiem ulicą. Chciała usiąść gdzieś, gdzie nikt jej nie skrzywdzi i nie opuści. Chciała znaleźć miejsce w którym będzie sama. Na zawsze.
Po morderczym biegu, Rebel upadła na pobocze. Zwinęła się w kłębek i zaczęła się modlić. Za duszę tych, którzy umarli. Za rodziców. Nie mogła pojąć dlaczego ludzie jej bliscy, którzy ją skrzywdzili… dlaczego tak odczuwała ich stratę. Przecież byli tak odlegli… Dla niej byli jak umarli. Lecz teraz kiedy ich naprawdę nie było, odczuwało się pustkę, taką jak nigdy. Rebel leżała na poboczu, i wpatrywała się w drogę. Zobaczyła postać powoli się do niej zbliżającą. Miała w dupie to, kim był ten ktoś. Teraz mogła by nawet umrzeć. Leżała dalej.
Poczuła jak ktoś podnosi ją z pobocza. Przyjrzała się jego twarzy, nie mogła jednak rozpoznać kto to. Znała tą twarz. Podniosła dłoń do góry i dotknęła policzka osoby stojącej nad nią. Czuła ciepło bijące od niej. Ona leżąca na lodowatej, przeszytej mrozem ziemi, czuła się jak kostka lodu. Wkońcu dostrzegła osobę stojącą nad nią. Nie była ona sama. To był Frank i Jane. Rebel nie miała czasu zastanawiać się, co robią razem tutaj o tej porze. Frank delikatnie objął ją i pocałował w czoło. Stająca obok niego Jane chwyciła Rebel za dłoń.
- Spokojnie… – powiedział Frank. Spojrzała na niego i wyszeptała “dziękuję”.
Zemdlała.

02/11
2010

Tytuł się zmył…

Tytuł się zmył…
Rebel obudziła się za strasznym bólem głowy. Na początku nie wiedziała jakim cudem się tutaj znalazła. Pamiętała tylko że biegła, i biegła… Nie myśląc długo spojrzała na zegarek. Była równiutko 7:00. To znaczy że jeszcze zdąży. Wyjazd jest dopiero o 9… Rebel spojrzała na siebie. Musiała spać w mokrej pidżamie, ponieważ czuła się cholernie źle. Coś wbijało się jej w plecy. Rozglądnęła się po pokoju. W nogach jej łóżka znajdowały się znajome kurtki. Nie mogła sobie jednak uprzytomnić do kogo należały. Powoli podniosła się z łóżka. Po przejściu dość obszernego pokoju, spojrzała w lustro. Makijaż rozmazany, włosy nie do rozczesania. Jednym słowem: pogrom.
Drzwi powoli się uchyliły. To Rob wchodził bardzo powoli, ponieważ bał się że obudzi siostrę. Zobaczył ją przeglądającą się w lustrze. Wyglądała fatalnie. Spojrzał na nią i delikatnie ją przytulił. Mimo że była to jego siostra, miał w niej dobrą przyjaciółkę. Teraz była jego jedyną rodziną. Jak się okazało samolot na którego pokładzie znajdowali się ich rodzice poprzedniej nocy runął w dół. Dowiedział się wszystkiego dzisiaj rano.
- Rebel… Jak Ci?- spytał z uśmiechem. Był on jednak bardzo wymuszony.- Zrobić Ci śniadanie czy coś takiego…?
- Dobrze mi.- odpowiedziała nadal wpatrując się w lustro.- Za śniadanie dzięki, sama coś sklece. Dzięki…- odwróciła się i spojrzała na swojego brata. Jej oczy były zgaszone i nieobecne. Widać było że to ją boli. Utrata.- Jak się tutaj znalazłam?- spytała.
- Jakiś chłopak i dziewczyna Cię przynieśli… śpią na dole w salonie. Jakaś reszta twoich przyjaciół też się zeszła.
- Pieprzysz!! Ale my mamy jechać…
- Już byłem po ich plecaki. Już chyba nie śpią. Pozatym przyszło jeszcze jakiś dwóch chłopców.- Rebel po usłyszeniu tej informacji, przebiegła obok brata jak błyskawica i zbiegła na dół. Szybko pomknęła do salonu. Na kanapie siedziała cała czwórka. Wszyscy wyglądali na zmartwionych. W pewnej chwili Rebel zrobiło się głupio. Teraz zamiast cieszyć się z wyjazdu martwią się o nią, tą głupią idiotkę.

Powoli weszła do salonu. Stanęła w drzwiach do niego prowadzących. Nie mogła się ruszyć. Spojrzeli na nią i podbiegli do niej. Wszyscy ją ściskali, całowali i witali w świecie żywych. Czuła się naprawdę uszczęśliwiona. Patrzyła na nich i widziała w ich oczach prawdziwą radość. Nie taką udawaną, z przymusu. Cieszyli się naprawdę szczeże.
- Dziecko coś ty sobie wymyśliło?- zapytała Jane.
- Moi rodzice nie żyją.- odpowiedziała krótko. Przyjaciele spojrzeli na nią, i ponownie ją przytulili. W oczach Rebel pojawiły się łzy. Nie wiedziała co czuć. Ma się smucić z powodu śmierci rodziców, czy cieszyć z tego, że ma przyjaciół. Trudny wybór.
- Ale wracając do spraw weselszych… Jedziemy czy nie?- niespodziewanie zapytał Mike.
- Ja bym raczej chciał… Ale jak Rebel nie to…- nie dokończył Billie ponieważ Rebel natomiast odpowiedziała.
- Jadę… oderwę się od tego wszystkiego. I macie mi w tym pomóc. A i jeszcze jedno. Dziękuje moim wybawicielom.- uściskała Jane i dała całusa w policzek Frank’owi. Na twarzy Billie’go malowała się zazdrość. Nikt jednak jej nie dostrzegł.- Ale co wy robiliście o 24 na odległej drodze Berkeley?- spytała z szatańską miną Rebel. Frank i Jane nic nie odpowiedzieli tylko spojrzeli na siebie i roześmiali się. Wiadomo o co chodzi. Jak ta Jane to robi? Zna Frank’a może dwa tygodnie, a już Go sobie przygruchała. Rebel nie miała takiego szczęścia.

Powoli zbliżali się całą czwórką pod szkolny parking. Była 9:50. Przyśpieszyli kroku bo zauważyli że ich klasa powoli pakuje się do autokaru. W ostatniej chwili udało im się zameldować u pani Frose. Spojrzała na nich ( jak zwykle) ze zgorszeniem, i kazała zająć miejsca. Chcieli mieć miejsca na samym końcu autobusu. Niestety były zajęte. Był to jednak mały problem. Frank, Mike i Billie chwycili siedzących tam kujonów i kazali im siadać gdzie indziej. Skończyło się na tym, że to ich paczka zajmowała najlepsze miejsca.
Podróż była strasznie długa. W dodatku po drodze ich autobus zepsuł się ze trzy razy. Wszyscy byli strasznie senni. Aby zabić czas grali w karty i wygłupiali się. Billie jak zwykle wziął swoją gitarę, i prezentował im swoje trzy akordowe granie. Rebel miała wziąć gitarę, niestety przez to całe zamieszanie, całkowicie o niej zapomniała.
Rebel prawie usypiała. Siedziała koło okna, i wpatrywała się w mijające ich samochody. W końcu jej głowa wydała jej się tak ciężka że nie mogła jej utrzymać. Siedzący obok niej Billie czytał jakąś gazetę. Rebel nie miała nawet siły czytać. Wkońcu zasnęła. Jej głowa niespodziewanie opadła na ramię Billie’go. Billie spojrzał na Rebel. Nie wierzył, że mógła mu się podobać. Właściwie to niezdawał sobie z tego zbytnio sprawy. Bardziej pasowałaby mu Jane. Niestety, Frank go ubiegł.
Rebel poruszyła niespodziewanie głową. Jej włosy delikatnie dotknęły twarzy Billie’go. Pachniały kokosem. Nie wiedział co czuć. Beznadziejne uczucie.

Po około 5 godz. jazdy dojechali do obskórnego hoteliku “Egmont”. Nie myśląc długo zajeli miejsca w jak najlepszych pokojach. Były to małe klitki, w których znajdował się jeden zagrzybiony prysznic i ubikacja. W oknach wisiały firanki z koca. Obrzydzenie łapało gdy tylko patrzyło się na ten pokój. Na szczęście tylko 3 dni. Rebel nawet się nie rozpakowała. Spojrzała tylko na szafę. Obrzygana od góry do dołu. A fee.
W pokoju była razem z Jane. Okazała się niezbyt kłopotliwa. Może tylko wtedy wkurzała kiedy nagle dostawała ataków weny. Nagle zaczynała się wydzierać na cały pokój i krzyczeć ” Dawaj kartkę!! Wena!!”. Wtedy pokój był przewracany do góry do dołu, tylko w poszukiwaniu kartki.

01/28
2010

Wielki powrót Jedi… :P

No i wkońcu jestem :) . Minęło trochę czasu ale zawsze coś :) . Najbardziej brakowało mi słuchania Green Day’a. I oczywiście neta :) .
Wczasie kiedy nie miałam komputera tyle się działo. Wróciłam z obozu, zdążyłam się pokłócić ze wszystkimi po kolei (;(), no i oczywiście… uzgodniono wyjazd na Zielonką Szkołę. Bardzo się z tego cieszę:). Sądzę że reszta klasy tez.
Co do komentarzy…hmm… skoro jesteście tacy odważni, aby pisać takie przykre rzeczy, to ujawnijcie się. To chyba logiczne że trzeba mieć jakiś honor? Ale no cóż… hehe… niewiem.
Jak wiecie już jestem fanką Green Day’a. Wpadłam na niezły pomysł. Cieżko będzie to zrealizować, no bo krótko mówiąc, nie jesteśmy tak uzbrojone technicznie (finansowo też). Miałam zamiar nakręcić teledysk do piosenki St.Jimmy. Nie jest to jakiś super czad, odpał, ale pomysł jest. Chciałam żeby to było coś… innego nie takiego jak wszystkie. Chociaż raczej nie powinnam się za to brać. Wogóle się nie znam na takich sprawach, a pozatym wątpie czy ktoś będzie chciał w nim zagrać. W tym teledysku istanieją dwie strony. Kto będzie chciał być w tej drugiej?

01/26
2010

Hello

Rebel wyjrzała przez okno. Nie miała jednak czego oglądać. Widziała tylko następny budynek, i okno jakiegoś zboczeńca. Jakiś starszawy facet właśnie ubierał na siebie damskie ciuszki, i tańcował przed lustrem jak baba. Ma się sąsiadów. Trudno.
Obok ich pokoju znajdował się pokój chłopaków. Zastanawiały się razem z Jane, co oni tam robią. Po chwili zastanowień postanowiły to sprawdzić.
Drzwi były lekko uchylone. Delikatnie je popchnęły i zobaczyły oszałamiający widok. Frank miał właśnie na sobie stanik, Billie coś w rodzaju damskiej bluzki, a Mike próbował wepchnąć ich do szafy. Dziewczyny postanowiły się nie ujawniać. Patrzyły na chłopaków ledwo powstrzymując śmiech.
- I wy się nie chcecie spedalić?

01/23
2010

Och… jak miło :)

Dziękuję wszystkim za tak dużą ilość komentów :) . Chcę w szczególności podziękować Bambolince :) . Mam nadzieję że podoba się mój materiał na avka :) .
Dzisiaj dostałam śliczny plakat z Green Day’em od Ewelinki :) . Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję. Dzisiaj postanowiłam po przeglądać moje wszystkie stare gazety np. Bravo, Twist i Popcorn. No i co się okazało? Że mam jeden plakat z Billie’m i całą grupą Green Day’a!! Och dzisiaj mój szczęśliwy dzień. Dostałam dziś 5 z majce (proroczy sen Agi :D :D), i 6 z anglika. To chyba zbyt dużo jak na mnie :P .
Co do ostatnich dni, to nic ciekawego. Przez te moje cholerne oczy ominie mnie koncert ze Słowiankami ;(. Nieee no nie ma to jak zapalenie spojówek no nie? Poprostu cudnie. Najgorsze jest to że nie mogłam sobie robić czarnej kreski pod oczami…
Dobra ale pozostawmy te bzdurne, teksty. Wkleję teraz tekst piosenki Green Day’a. Aha i jeszcze jedno. Billie Joe od niedawna jest blondynem.
Billie lepiej Ci było w czarnym… :)

Miłego songowania :)