11/28
2009

o nietolerancji.

Full moon madness… o nietolerancji.
Fakt, słucham nieco innej muzyki, ale czy to od razu powód, żeby wyzywac mnie od małych rozbójników, satanistek i wandali? Spotkałam się dzisiaj ze znajomymi w Katowicach. Wiadomo, na jakiejś zasadzie każdy dobiera sobie znajomych-niektórzy na zasadzie zasobności konta, kontrastu czy wyglądu. Ja dobieram ich sobie na zasadzie zgodności lub rażącej niezgodności charakterów i mniej więcej podobnych poglądów.
Dzisiaj wszyscy ubrani byli w ciężkie buty, wygniecione koszulki, na rękach i szyjach pozawieszane mieli drewniane koraliki, a na plecach ogromne, wypchane plecaki-wiadomo, powrót z Woodstock. Wszyscy roześmiani, zadowoleni z życia, zmęczeni, ale szczęśliwi. Z żadnych ust nie padły słowa na “k” czy “p”. Nikt nie pluł na ulicę i nie trzymał w ustach papierosa. I co? Na widok gromady młodych ludzi tłumy zaczęły się rozstępywać, rozmowy milknąć, zewsząd słychać było niewybredne komentarze, z których najłagodniejszymi były “dzicz”, “banda świrów”, “narkomani” i “degeneraci”. Ochroniarze drogich sklepów czekali w pogotowiu, w razie gdyby ktos z nas… wiadomo.
O nietolerancji mogłabym książkę napisać. Nietolerancja jest naprawde przykra. I czy Wam się to podoba, czy nie, ludzie wtłoczeni w ramki, młodzież (jakakolwiek by nie była) jest przyszłością tego chorego kraju. A do Was, ludzi dobrej woli, mam prośbę: nie oceniajcie ludzi po pozorach. Nie mówcie, że metalowcy to “brudasy”, a fani hip-hpu to psy, bo noszą smycze. Te opinie sa naprawdę krzywdzące.

11/23
2009

Firewalking

Zaczynam pisać. Wariuję powoli. Sa wakację, a ja czuję się tak cholernie samotna. Samotna w tłumie ludzi, śmieszne. Mam wrażenie, że mało osób mnie w jakikolwiek sposób rozumie. Nie robię tutaj z sibie jakiejś czarownicy, opętanej wariatki, domorosłej “szatanistki”. Po prostu sama ze sobą nie daje sobie rady, i tyle.
“Czczę moje ego i czczę moje życie, ponieważ jestem jedynym istniejacym Bogiem. Jestem dumna z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom. Egzaltuję mój racjonalny umysł i nie utrzymuję żadnych wierzeń, które sa wbrew rozumowi. Rozpoznaję różnicę pomiędzy swiatami prawdy i fantazji.
Uznaję za fakt, iż przetrwanie jest najwyższym prawem. Uznaję, iż Dar Ciemnosci musi być ukryty według naturalnego prawa, dzięki któremu mogę tworzyć mą magię. Wiem, że moja wiara w Rytuały jest fantazja, lecz magia jest prawdziwa, i szanuję i uznaję wyniki mej magii.
Wyznaję, iż nie ma nieba takowoż i piekła, a śmierć postrzegam jako zniszczenie życia.
Dlatego czynię najwięcej tu i teraz.
Jestem Wampirem.
Pokłoń się przede mna…”

11/23
2009

Z cyklu moich monologów… cz.II

Kiedy patrzę w swe źrenice widzę jego odbicie…

Poprawnie tekst tej hip-hopowej piosenki brzmi “Kiedy patrzę w jej źrenice widze swoje odbicie(…)”
Eh. Istnieje miłość bez wzajemnośći, ale czy istnieje miłość bez istnienia? To może jest podobne pytanie do takiego, czy istnieje przyjaźń przez internet.
Uwazam, że istnieje, ale to zależy od tego, jak się angażujemy w taką przyjaźń. Tak jak z forum, które kiedys było żywe, a potem powoli wygasa, zaniedbane, aż w końcu znika…
Wszystko zależy od nas.
Wyobraź sobie, że idzie starszy pan z psem, i widzisz ze ma ciemne okulary i laskę. Już wiesz, że jest niewidomy. On probuje isc sciezka, ale mu nie wychodzi, w dodatku pies ciagnie go w inna strone i wogole nie prowadzi. Pomozesz mu? A co bedzie, jesli tego nie zrobisz? Może mu pomoc ktos inny, lub ten czlowiek wpadnie pod samochod, o ile sam sobie poradzi. A co bedzie, jesli mu pomozesz? Sprawisz, że bedzie mu latwiej, lepiej. Pomozesz obcemu czlowiekowi, a w zamian dostaniesz uśmiech. Uśmiechu sie nie kupuje.
Ja temu czlowiekowi nie pomoglam. Pomogl mu ktos inny. To dobrze.
***
Mi już dawno przestalo zależeć na wielu rzeczach. Kiedyś mi np. zalezalo, zeby nikt z moich znajomych nie palil. I co z tego mam? Nic. W 6 klasie przezylam szok, jak sie dowiedzialam, ze w wakacje 2/3 klasy palilo, w dodatku te osoby, ktorych bym o to nie posądzala. Wtedy przestalo mi zalezec.
Jeśli komus nie zalezy, to mi nie bedzie! A jesli wszystkim przestanie zalezec, mi bedzie zalezec najbardziej.

Chcialabym cos ze soba zrobic. Chcialabym wywiazywac sie z obowiazkow. Chcialabym w koncu zaczac myslec, nauczyc sie grac, odrabiac lekcje, poprawic oceny, nie byc pesymistką, nie krytykowac, nie obrażac… Duzo tego jest. Jak moglabym tego dokonać?

11/23
2009

Z cyklu moich monologow

Te oczy blądzą w mojej glowie, a ja nie wiem, co z tym zrobic. Nie chce tego zmieniac… czemu te oczy nie istnieja, czemu ich wlasciciel n ie istnieje i nigdy nie bedzie istniec? Ta osoba, ktorą tak kocham… Widzę te oczy caly czas oczami wyobraźni, tę osobę…
Nie ma takiej osoby, którą bym kochala. Przynajmniej nie istnieje. Na zawsze zostanę sama. Czy tak chcę zyc? Po trochu psychologicznie pomagac innym? W tak często glupich sprawach, tak bardzo błahych… I zwykle rozwiązanie wydaje sie takie proste… Ale czasem takie nie jest.
Mi naprawdę nie jest lekko. Matka na karku, kontrolująca mnie, rozkazująca, nie przepraszająca, nie prosząca, nie dziękująca, leniwa, tylko wroci i sie polozy albo do kompa pracowac, nie rozmawia ze mna i ma mnie gdzies…
Cóż… Jesli ktokolwiek wyzna mi milosc, nie wiem, czy w to uwierzę. Czy w tych czasach jeszcze sie znajdzie taki ktos, kto zechce się mną opiekowac, patrzec na mnie, doceniac mnie, szanowac, tolerowac to, ze uwazam sie za najgorszą, martwic się o mnie i mnie bronic? A przy tym kochac?
Nie uganiam sie za miloscia, tak jak wiekszosc moich rowiesniczek. Milosc, jesli zechce, sama przyjdzie…

11/23
2009

Po długiej przerwie

Siemka ziąąąs:D Co tam u Was? U mnie wszystko wporzo, wróciłam z wycieczki dwudniowej:D Było fajnie, łaziliśmy trochę po górach (Dolina Kościelińska <–nie wiem czy tak to się pisze, Morskie Oko), pensjonat był ładny, i chłopcy też:P A teraz od początku: Musiałam wstać o 4:00, bo wyjazd do Zakopca był o 5:30. Autobus był spoko: nie śmierdziało w nim:P Usiadłam na tyłach razem z Zuzkiem, Polcią i DML’em. Podróż trwała mw. 4-5 godzin. Jechało się bajka, gdyby nie to że KTOŚ się zrzygał:P Mówiłam: nie jedz tyle i idź do przodu! A KTOŚ zrobił na odwrót: nażarł się żelek, chipsów, mentosów i Bóg wie czego tam jeszcze, a na dodatek usiadł prawie z tyłu:/ Już w pensjonacie, podostawaliśmy swoje pokoje; ja go miałam z Zuźką, Polcią i Ilką:D Nasz pokój miał nr. 7:D Obok nas pokój mieli chłopcy (DML, Toros i Piotrek) a jeszcze dalej Juska, Gabryśka, Oksana i Aśka:D Po rozpakowaniu swoich rzeczy, wyruszyliśmy do Doliny Kośc… coś tam:P Niby było +5 C, ale nam było baaardzo gorąco. Potem zwiedzaliśmy Jaskinię Mroźną:) Ja nie wiem jak mój tato tam się zmieścił. Przecież ma prawie 2 metry wysokości! A tam były gdzieniegdzie takie szczeliny, że ledwo ja się tam mieściłam! (aa, właśnie! zapomniałam dodać że mój tato pojechał z nami na wycieczkę jako jeszcze jeden opiekun:D) Po zwiedzeniu tego wszystkiego poszliśmy do pensjonatu na obiado-kolację. Jak dla mnie była przepyszna:D Rosołek i udko z kurczaka:D Nagle widzę: śliczny kucharz! Mówię wam, był słodki! Po wspaniałej kolacji, pożyczyłyśmy radio z kuchni, bo chciałyśmy zrobić pidżama party, ale to nie wypaliło:P Wzamian zrobiłyśmy sobie “noc prawdy” (same wymyślłyśmy tą nazwę:)) Przyszli do nas chłopcy, tj. Toros, DML i Krzychu. Zadawaliśmy sobie pytania i każdy MUSIAŁ powiedziec prawdę. Potem chłopcy musieli już iść, więc zrobiłyśmy sobie swoją noc prawdy:D Do naszego pokoju przyszła Dziobuś; im więcej tym lepiej:D Także w 5 osób spałyśmy na 3 łóżkach:P Zasnęłysmy dopiero ok. 3:00 rano. POBUDKA!!! Śniadanie było jak dla mnie dobre. Po nim poszliśmy nad Morskie Oko. O jejq co to się działo! Szliśmy w deszczy i śniegu przez 5 godzin! I tak się nie opylało. Zgubiliśmy się, a na górze zwykłe jezioro w górach. Na dół wracaliśmy bryczką:D W autobusie wszyscy tak się cieszyli że mogą się ubrać w suche rzeczy:D Pierwszy raz widze taką radość z suchych ubrań:) Teraz-powrót do domu. Mieliśmy jechać do McDonalda ale jednak pojechaliśmy na pizzę:D Na szczęście później nikt nie rzygał-uff. Jak wracaliśmy do ******, to ja z moim tatem wysiadłam trochę wcześniej, bo mieszkam troche bliżej:P Także wrażenia z wycieczki są dobre i pozostaną na długo:D Nie opisywałam tutaj wszystkich rzeczy, tylko te najważniejsze:D W czwartek był dzień dziecka, na który dostałam od rodziców monetę i takiego kręconego lizaka z Kauflandu:P Myślę że to już wszystko co miałam wam do napisania o wycieczce:D Teraz ogłoszenia parafialne, podziękownia itp.