Siemka ziąąąs:D Co tam u Was? U mnie wszystko wporzo, wróciłam z wycieczki dwudniowej:D Było fajnie, łaziliśmy trochę po górach (Dolina Kościelińska <–nie wiem czy tak to się pisze, Morskie Oko), pensjonat był ładny, i chłopcy też:P A teraz od początku: Musiałam wstać o 4:00, bo wyjazd do Zakopca był o 5:30. Autobus był spoko: nie śmierdziało w nim:P Usiadłam na tyłach razem z Zuzkiem, Polcią i DML’em. Podróż trwała mw. 4-5 godzin. Jechało się bajka, gdyby nie to że KTOŚ się zrzygał:P Mówiłam: nie jedz tyle i idź do przodu! A KTOŚ zrobił na odwrót: nażarł się żelek, chipsów, mentosów i Bóg wie czego tam jeszcze, a na dodatek usiadł prawie z tyłu:/ Już w pensjonacie, podostawaliśmy swoje pokoje; ja go miałam z Zuźką, Polcią i Ilką:D Nasz pokój miał nr. 7:D Obok nas pokój mieli chłopcy (DML, Toros i Piotrek) a jeszcze dalej Juska, Gabryśka, Oksana i Aśka:D Po rozpakowaniu swoich rzeczy, wyruszyliśmy do Doliny Kośc… coś tam:P Niby było +5 C, ale nam było baaardzo gorąco. Potem zwiedzaliśmy Jaskinię Mroźną:) Ja nie wiem jak mój tato tam się zmieścił. Przecież ma prawie 2 metry wysokości! A tam były gdzieniegdzie takie szczeliny, że ledwo ja się tam mieściłam! (aa, właśnie! zapomniałam dodać że mój tato pojechał z nami na wycieczkę jako jeszcze jeden opiekun:D) Po zwiedzeniu tego wszystkiego poszliśmy do pensjonatu na obiado-kolację. Jak dla mnie była przepyszna:D Rosołek i udko z kurczaka:D Nagle widzę: śliczny kucharz! Mówię wam, był słodki! Po wspaniałej kolacji, pożyczyłyśmy radio z kuchni, bo chciałyśmy zrobić pidżama party, ale to nie wypaliło:P Wzamian zrobiłyśmy sobie “noc prawdy” (same wymyślłyśmy tą nazwę:)) Przyszli do nas chłopcy, tj. Toros, DML i Krzychu. Zadawaliśmy sobie pytania i każdy MUSIAŁ powiedziec prawdę. Potem chłopcy musieli już iść, więc zrobiłyśmy sobie swoją noc prawdy:D Do naszego pokoju przyszła Dziobuś; im więcej tym lepiej:D Także w 5 osób spałyśmy na 3 łóżkach:P Zasnęłysmy dopiero ok. 3:00 rano. POBUDKA!!! Śniadanie było jak dla mnie dobre. Po nim poszliśmy nad Morskie Oko. O jejq co to się działo! Szliśmy w deszczy i śniegu przez 5 godzin! I tak się nie opylało. Zgubiliśmy się, a na górze zwykłe jezioro w górach. Na dół wracaliśmy bryczką:D W autobusie wszyscy tak się cieszyli że mogą się ubrać w suche rzeczy:D Pierwszy raz widze taką radość z suchych ubrań:) Teraz-powrót do domu. Mieliśmy jechać do McDonalda ale jednak pojechaliśmy na pizzę:D Na szczęście później nikt nie rzygał-uff. Jak wracaliśmy do ******, to ja z moim tatem wysiadłam trochę wcześniej, bo mieszkam troche bliżej:P Także wrażenia z wycieczki są dobre i pozostaną na długo:D Nie opisywałam tutaj wszystkich rzeczy, tylko te najważniejsze:D W czwartek był dzień dziecka, na który dostałam od rodziców monetę i takiego kręconego lizaka z Kauflandu:P Myślę że to już wszystko co miałam wam do napisania o wycieczce:D Teraz ogłoszenia parafialne, podziękownia itp.
