12/29
2009

Zerwałam się z łóżka.

Zerwałam się z łóżka.
Czułam się..dobrze?
Nie wiedziałam gdzie jestem.Po chwili zorientowałąm się,że to szpital.
Nagle pielęgniarka zaczęła wołać lekarza
- Doktorze ! Doktorze ! Pacjentka spod 6 obudziła się ! -krzyczała tak..radośnie?
W jednej sekundzie wszystko mi się przypomniało i miałam żal,że nie zyję.
Wszedł Doktor.Miał taki szczery uśmiech na twarzy.
- Kochana.. wreszcie !
Nie odezwałam się.Opadłam z całą siłą na poduszkę.
-Leżysz tutaj od 3 tygodni.Bylaś w śpiączce.
Straciłaś bardzo dużo krwi.. ofiarodawca krwi prawie sam sobie krzywdy nie zrobił,tyle krwi dla ciebie oddał.
-Już mi dobrze,mogę wyjść? – spytałam.
Zlekcewarzył moje pytanie.
-Chłopak zachował się naprawdę wspaniale.Jeśli by nie zareagował,umarłabyś.Krew potrzebna była natychmiast,a w naszych zbiorkikach nie mieliśmy tyle ile potrzeba było…
-Kto oddał mi krew? – spytałam.
Doktor chwilę szperał w papierach.
-Tom Kaulitz.
-Przychodził do ciebie codziennie przez dwa tygodnie.Jednak tydzien temu musiał wyjechać… wiesz.. ciągle płakał i mówił do ciebie.Ciągle.

***

Po tygodniu wyszłam ze szpitala.
Mieliśmy przerwe w koncertach.Rodzice zostali powiadomieni,byli przy mnie lecz pare dni temu wyjechali.
Postanowiłam porozmawiać z Tomem.
Nie rozumiałam dlaczego oddał krew.
Czułam,że to jakaś pomyłka.
Następnego dnia wsiadłam w najbliższy pociąg i pojechałam do Magdemburga.
Tam mieli dzisiejszy koncert.
Gdy dojechała,już się kończył.
Dziewczyny stały po autografy i wyzywały mnie kiedy zaczęłam przepychać się na jej początek.
Widziałam już Toma.Miał smutek w oczach.
Gdy mnie zobaczył wstał.
Podeszlam do niego.
-Porozmawiajmy.

Rozmawialiśmy pare godzin.
Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
Tom powiedział mi,że po koncercie Kamill zaprosił go na Red Bulla.
Powiedział także,że myśli,że Kamil coś mu tam dosypał.
I..gdy widział Karolinę,uległ jej.
A ona… ona odrazu na początku imprezy zaciągnęła go do łazienki.

I co gorsze.

Straciła z nim dziewictwo.

12/27
2009

Część 18

***
Chciałabym was prosić,abyście głosowali na mnie w konkursie na najlepszego bloga o TH.

***

-Ligia..kochanie wyjdz wkońcu z tego pokoju..- mówiła Atina.
Po rozmowie z Tomem załamałam się.
Było mi lepiej,wiedząc,że nie zrobił tego z własnej woli,ale..bolało.
Byłam zła na siebie,że tak łatwo odpuszczam,ale inaczej nie umiałam.
Nie umiałam być z nim po tym wszystkim.Czułabym się żle.
Nie wiem,może potrzebuję czasu.
Gdy mu to powiedziałam posmutniał,lecz zrozumiał.
Powiedziałam,że potrzebuję czasu na zrozumienie i zaakceptowanie tych wydarzeń.
Bo niby wszystko wyjaśniliśmy,jednak to coś siedziało w człowieku.I ta myśl raniła…
Dzisiejszy dzień miałam wolny.
Po próbie porzegnałąm się z dziewczynami i wyszłąm w stronę jeziora.
Było póżne popołudnie,śnieg lekko sypał… ( jeśli chcecie się poczuć w tej sytuacji włączcie Celine Dion “Because You Love me”)
Wyłączyłam komórke,nie chciałam myśleć o tym wszystkim.
Chciałam się urwać od życia.. chociarz na chwilę nie czuć się tak strasznie zraniona..
Usiadłam na wzgórzu,podemną błyszczała zalodzona tafla jeziora.
Wdychałam powietrze i położyłam się na śniegu.
Leżałam tak bardzo długo,relaksując się,gdy usłyszałam kogoś kroki.
-Chyba troche przegiął co? – odezwał się głos.
Wystraszona,zerwałam się i szybko wstałam.
Kiedy się odwróciłam zobaczyłam Kamila.Nie chciałam z nim rozmawiać !
Chwyciłam plecak i szybko poszłam w drugą stronę.
Nie odpuszczał.
-Czekaj,wiem,że nadal mnie kochasz ! -krzyknął Kamil i podbiegł do mnie.
-O co ci do cholery chodzi ! czy ty nie widzisz,że mam cię dosyć?
Nie nawidzę cię ! odejdz ! niszczysz moje życie…czego chcesz?
-Ciebie – chwycił mnie mocno.
-Odwal się zboczeńcu ! -krzyknęłam,wyrwałam się i pobiegłam w stronę hotelu.

Weszłąm do recepcji.
-Kochanie twoi przyjaciele mocno balują,jeśli możesz powiedz im,żeby byli trochę ciszej..-powiedziała recepcionistka.
Chwyciłam klucz do mojego pokoju i pobiegłam tam.
Nie było cicho,bo widocznie w pokoju Soni rozwijała się właśnie impreza.
Jak zamykałam drzwi,otworzyły się drzwi Toma.Popatrzył mi prosto w oczy.Odwróciłam wzrok i zamknęłam drzwi.
Włączyłam Sare Mclachlan “Angel” i odprężałam się.
Włączyłam telefon i w tym samym momencie ktoś zadzwonił.
-Tak?- spytałam.
-Zejdz natychmiast na dół dziw**.
Teraz spokojnie rozpoznałam głos Karoliny.
Już nie chciałam się ukrywać,chwyciłam kurtke i zeszłam na dół.
Stala przy drzwiach i chyba nie spodziewała się,że zejdę.Miała zaskoczoną mine.
Podeszłam do niej i z całej siły popchnęłam na śnieg.
-Czego ode mnie chcesz? Ja tu jestem dziwką?! Ja się puszczam z nieznanymi chłopakami i kradnę komuś ich?!
Leżała sszokowana na śniegu,kopnęłam ją.Nie panowałam nad sobą,byłam zbyt zdenerwowana.
Otworzyły się drzwi hotelu i wybiegł Tom z Billem.
Tom chwycił mnie mocno i przytulił.Wyrwałam mu się.
-Wszyscy są tacy sami.. – szepnęłam i poszłam do pokoju.
Słyszałam jedynie,że Bill ostrzega Karoline.
Wpadłam do pokoju,w drzwiach stała Atina.
Mocno się do niej przytuliłam i płakałam.
Płakałam jak dziecko.
Leżałyśmy na łóżku,wtulone w siebie.Było mi dobrze..wreszcie czułam się lepiej.
Zasnęłam.

A gdy się obudziłam siedział koło mnie Bill.
-Ligia…proszę..porozmawiaj z nim,on już nie ma sił.
Brzmiało to tak..prawdziwie.
-Zawołaj go..-szepnęłam.
Po dosłownie minucie wszedł Tom.
Usiadł koło mnie.
Przytuliłam się do niego.
Czasem gesty sa ważniejsze niż słowa…

12/23
2009

Nr.1

Nr.1
Sobota… wreszcie :)
Postanowiłąm pójść na spacerek…
Byłąm akurat w Berlinie u cioci na święta.
Zapowiadało się nudno.Ale chciałam sama sobie to urozmaicić.
Wziełam mp3 no i do parku…
Usiadłam sobie na chustawce i słuchałam Alexz…
Nagle zauwazyłam jednego chłopaka przypatrującego mi się.Siedział na ławce naprzeciwko.Był z jakimiś chłopakami.Nagle coś szepnoł chlopakowi w dredach.Ten popatrzył sie na mnie i puscil mi oczko.Nagle olsniło mnie !Przecierz to chłopacy z Tokio Hotel!
Zaczelam smiac sie sama z siebie i spacerkiem wyszłam z placu i szłam w stronę lasku…Nie wiem czemu,ale bałam się do nich podejśc,bo co mi to da?
Nagle oberwałam śnieżką w głowe.
Super.
Domyślałam się kto jest za mną i się śmieje.Wyjełam mp3 zrobilam sniezke i odrzuciłam.Trafilam prosto w głowe Billa.Bitwa trwała jakies 3 minuty :D
Pierwwszy odezwał się Tom
-No to może już spokój co?
-Sami zaczęliście, a co poddajecie się?!
-Nie damy Ci rady ! Dobra jesteś.
Śmiech.
POdeszli.Na żywo wyglądali jak zwykli chłopacy,tylko wyrozniajacy sie fryzami.
Wyciągęlam rękę.
-Ligia
-Tom
-Bill
-Andre.
Poszliśmy w stronę jeziorka.
-Fajnie nuciłaś Alexz.- rzucił Bill
-Dzięki? Lubię ją.
-Super..też trochę interesujemy się muzyką.-odpowiedział Bill
Śmiech.Tom tak słodko się uśmiechał.
-Trochę? Nie powiedziałabym,że trochę !-Powiedziałam.
-No może trochę bardziej.
-Trochę ?
Śmiech.
Rozmawialiśmy jakieś 2 godziny.Ciekawie się nam gadało.Na koniec dałam swój numer Billlowi,bo reszta zapomniała komorek.

****
Jakoś nie czułam się jakas wyrozniona lub coś.Wkoncu to zwyki chłopacy,tylko ze sławni.Co z tego,że gadałam z nimi.Bil napewno wziął mój numer tylko z grzeczności.
Usiadłąm przed kompem w piżamce i szlafroku i zaczęłam pisać na gg.Nuda.
Postanowiłam iść wcześniej spać.
Nagle sms
# Własnie słucham Alexz.Spotkajmy się jutro.Może przed cmentarzem?
Buziaki Tom i Bill. #
Odpowiedziałam szybko
# Wiesz..po dzisiejszym mam dosyć,cała byłam mokra.Spotkajmy się,jeśli obiecasz,że nie będzie rzucania śniegiem..! #

Odpowiedz z innego numeru.

# Jasne.Do zobaczenia.Tom #

Nowa notka będzie,jeśli będą pozytywne komenty :)

12/18
2009

Częśc 2

Cały dzień naprawdę się nudziłam.Dopiero jak Tom napisał,że za pół godziny będą czekali pod cmentarzem ucieszyłam się.
Szybko się ubrałam i poszłam.
Było naprawde ciemno…jak dla mnie to za ciemno :)
Szłam ciemną uliczką.Nagle ktoś zza rogu wyszedł.Obruciłam się,ale nie dostrzegłąm twarzy.Zdawał się być starszy.Mocno sapał,próbował mnie dogonić.Moje nogi zaczęły biec.Ten ktoś też biegł.Bałam się.W pewnym momencie nie wytrzymałam,mężczyzna złapał mnie.Podstawił mi nóż pod szyje.
Oddaj wszystko co masz,albo Cię zabiję !-Powiedział zachrypniętym głosem.
-Ale ja nic nie mam oprucz komórki !-Powiedziałąm wystraszona.
Jego ręce zaczęły macać mnie, z kieszeni wyjął komórkę i 10 zł.
Szukanie zajęło mu ok. 5 minut.Do cmentarza miałąm pare krokow.Postanowiłam krzyknąć.Mężczyzna nadal trzymał mnie swymi ogromnymi rękoma.
-Tom,Bill ratunku !!,pomocy !,jestem tu!
Nie dokończyłam,nieznajomy przjeechał mi ostrym nożem po szyi.
Krew zaczęła się lać.Obcy uciekł z moją komórką i pieniędzmi.
Upadłąm,zawsze bałam i brzydziłąm się krwi.
Usłyszałam szepty i kroki.
Zza rogu wyszedł Bill,gdy mnie zobaczył miał przerażoną minę.
-Ligia co się stało?!
-Napadł mnie jakiś facet…
Tom dobiegł i przerażony krzyknął.Krew była wszędzie.Było mi słabo..
-Musimy szybko zabrać cię do szpitala !
Tom zadzwonił na pogotowie.Przyjechało w pare minut.
W tym czasie chłopcy byli przy mnie i dodawali mi otuchy.Naprawdę słabłam…w pewnym momencie chyba straciłam przytomnośc…

***

Obudziłam się następnego dnia w szpitalu.Okazało się,że mężczyzna uszkodził mi parę tętnic.Jednak nic bardziej poważniejszego.
Dziś miałam wyjść ze szpitala.Ciocia siedziała przy mnie i ciągle mówiła “Matko kochana jak do tego doszło!”.
Czułam się dobrze.Tylko sam fakt,że jakiś mężczyzna zaatakował mnie,bolał.Przypomniałam sobie,że jutro Wigilia.
-Ubieraj się kochanie,już możemy iść do domu.-powiedziała ciocia.
-Ciociu,a czy ktoś mnie odwiedzał gdu tu leżałam?-zapytałam
-A tak…jakiś chłopak z dredami zostawił dla Ciebie kartkę.Mam ją w domu.
Wreszcie poczułąm chociarz trochę radości.Myslałam,że po tym wydarzeniu pomyślą,ze jestem jakąś nieudacznicą.
Pom powrocie do domu szybko otworzyłąm kopertę.Chłopacy pytali jak się czuję,napisali,że czekali jak mogli,ale niestety wypadł im konceert.
Podali swoje numery,bo wiedzieli o skradzionej komórce.

12/14
2009

Część 3

Był piękny poranek.Właśnie wstałam i zaczęłam się ubierać.Czułąm się bardzo dobrze, na szyi została mi jednynie małą blizna.
“Teraz jesteś cząstką mnie”- myślałam.
Była wigilia.Postanowiłam szybko pójść do kiosku po jakieś gazety,żeby się nie nudzić.
w Bravo moją uwagę przykuł tytuł “Kolejny nastolatek zapatrzony w sławę”
Umieszczone były zdjęcia Toma.

Zatkało mnie.Jeszcze pare dni temu Tom mówił,przyżekał,że nie będzie kożystał w ten sposób ze sławy…a tu takie coś…
Naprawdę poszułam jakąś rane…
Zadzwoniłam do Billa
-Cześć Bill,czytałes nowe bravo?
-yy…tak…
-Wiedziałeś o tym> co to jest jak to możliwe.,.?!
-Ja..sam nie wiem..odbiło mu…Spotkamy się za 10 minut w parku?
-Ok.
Wyłączyłąm się i poszłąm w stronę parku.
Gdy doszłam do parku Bill już czekał.Siedział tam też Tom.Miał spuszczoną głowę i..był smutny?
Podeszłąm do Billa i pocałowałam go w policzek.Chodziliśmy po parku.Nie odzywałam się do Toma.Chociarz on próbował do mnie zagadać nie raz.Na pierwzsym naszym spotkaniu ostrzegałam ich,że nie nawidzę takiego czegoś.
-Muszę już iść.-powiedziałąm
-Umówilam się z rodzicami i ciocią,że pomogę przy obiedzie Wigilijnym…
-Ok..no to do zobaczenia i wesołych świąt-powiedział Bill i spojrzał znacząco na Toma.
-Ligia..ja cię odprowadzę.
Nie odezwałam się.Szłam szybko w stronę domu.
Złapał mnie za rękę i pociągną do siebie.
-Ligia..ja nie wiem jak to..nie wiem naprawdę.
-Co nie wiesz? Że jesteś puszczalski i pusty?Nie znasz laski i tak poprostu liżesz i obmacujesz ją? Myślisz.że kazdą mozesz mieć? Mylisz się.Mnie nie będziesz miał.W żaden sposób.
Przyśpieszyłam.
-Ale..ja…byłem pijany…bo…ty byłaś chora i bałem się o ciebie…sam nie wiem jak to wytłumaczyć.
-Nic nie musisz tłumaczyć.A czy aj jestem twoją dziewczyną,że będziesz się o mnie martwił? ja tego nie potrzebuję.Szczególnie w ten sposób.
-Wesołych świąt.- poiwedziałam i poszłam…

Jeśli chcecie i będą komenty to dodam notkę jeszcze dziś lub jutro :)
pS; Te foty są prawdziwe…