12/07
2009

Wigilia.

Wigilia.
Ciemno za oknem.
Rodzina w komplecie,wszyscy bardzo się cieszą.
Wielka radość na twarzach,w uszach brzmi kolęda.
A ja ciągle nie mogłam zapomnieć o Tomie.
Dlaczego on tak się zachował,przecierz obiecał..
Byłam ciekawa co robi,napewno cieszy się świętami.
Siedziałam na poddaszu w oknie i wpatrywałąm się w spadające płatki śniegów,które leciutko rozbijały się o szybę…
Byłam mocno zamyślona.Nawet nie spostrzegłam jak łza jedna po drugiej spływały po moim policzku.
Słyszałam głosy z dołu rodziny.Słyszałam,że ktoś wszedł do domu,wycierał buty przywitał się.Nie słyszałam dokładnie kto to.
Nie interesowało mnie.
Zajęta byłam rozmyslaniem.Na strychu panowała ogromna ciemność,nic nie było widać.
Nawet nie usłyszałam jak ktoś wspina się po schodach i wchodzi po cihutku na poddasze.
Siedziałam spokojnie na parapecie,smutna.
Nagle ktoś pogłaskał mnie po kolanie i powiedział:
-Przepraszam.
Szykował się do wyjścia.Był przy drzwiach.Wiedziałam kto to.
-Poczekaj.Podeszłam do niego szybkim krokiem i rzuciłam mu się na szyję.
-Ja też.Wesołych Świąt.
Widziałam łzy spływające mu po policzku.Popłakałam się.
-Musisz mi uwierzyć ja…ja nie chciałem.
-Wiem.To ja jestem głupia.Powinnam była uwierzyć.
W pewnym momencie Tom stracił rownowagę i upadliśmy na stary zakurzony materac.W powietrzu pojawiło się wiele kurzu.Strasznie kaszleliśmy i śmialiśmy się.
-Tom..jak Ty tu trafiłeś?Moja ciocia się wpuściła?
-Tak.Powiedziałem,że chcę złożyć ci tylko zyczenia…
-Wiesz..tak bardzo mi było smutno.Nie wiem czemu…ale czułam sie zraniona…
Popatrzyłam mu w oczy.Wpatrywał się we mnie.W pewnym momencie zbliżył sie do mnie.Najpierw delikatnie musnął wargami,chyba chciał sprawdzić czy go nie odrzucę.
Nie odrzuciłam.
Najpierw całowaliśmy się powoli,delikatnie,jednak pocałunki przeszły do namiętnych.
Dopiero teraz okazało się jak bardzo siebie pragniemy.
-Może przejdziemy się? Zobacz jak biało jest na dworze…
-Jasne.
Zeszliśmy na dół.Ubrałam się szybko.Rodzina nawet nie spostrzegła,że wychodzę.
Tom złapał mnie delikatnie w pasie.Szliśmy przytuleni do siebie na przekór losu.Śnieg odpychał nas.A my szliśmy.Wpatrzeni w siebie.
Zaszliśmy do lasku gdzie pierwszy raz sie poznaliśmy.Tam czekał na nas Bill.Miał uśmiech na twarzy.
-Wesołych Świąt !
-Wesołych ! odkrzykneliśmy i zbliżylimy się do niego.
-No naszczęscie zrozumieliście swój błąd co?-powiedział Bill
-Przepraszam mój błąd?-Spojrzałam z ukosa na Toma.
-No…jasne,że twój! Nie pilnowałaś mnie !
-O wypraszam sobie ! Ja cie nie pilnowałam ?
Wszyscy się smialiśmy.
-Wasi rodzice się nie wkurzą,wkoncu to święta…-powiedziałam
-A twoi? – poiwedział Bill
Śmialiśmy się,Nawet sami nie wiedzieliśmy z czego.Byliśmy radośni.Tak jakoś…

Nagle z uliczki wyszły trzy dziewczyny,odrazu wypatrzyły chłopaków i podeszły.Wpatrywały się we mnie.Szczególnie jedna.

Rozpoznałam w niej dziewczynę ze zdjęć z Tomem…

//Czekam na komenty :) Jeśli czytacie – komentujcie..
A i mam pomysł.Jeśli chcecie dostawać powiadomienie o następnej notce to piszcie w komencie swoje adresy e-mail.
Buziaki.