12/18
2009

Częśc 2

Cały dzień naprawdę się nudziłam.Dopiero jak Tom napisał,że za pół godziny będą czekali pod cmentarzem ucieszyłam się.
Szybko się ubrałam i poszłam.
Było naprawde ciemno…jak dla mnie to za ciemno :)
Szłam ciemną uliczką.Nagle ktoś zza rogu wyszedł.Obruciłam się,ale nie dostrzegłąm twarzy.Zdawał się być starszy.Mocno sapał,próbował mnie dogonić.Moje nogi zaczęły biec.Ten ktoś też biegł.Bałam się.W pewnym momencie nie wytrzymałam,mężczyzna złapał mnie.Podstawił mi nóż pod szyje.
Oddaj wszystko co masz,albo Cię zabiję !-Powiedział zachrypniętym głosem.
-Ale ja nic nie mam oprucz komórki !-Powiedziałąm wystraszona.
Jego ręce zaczęły macać mnie, z kieszeni wyjął komórkę i 10 zł.
Szukanie zajęło mu ok. 5 minut.Do cmentarza miałąm pare krokow.Postanowiłam krzyknąć.Mężczyzna nadal trzymał mnie swymi ogromnymi rękoma.
-Tom,Bill ratunku !!,pomocy !,jestem tu!
Nie dokończyłam,nieznajomy przjeechał mi ostrym nożem po szyi.
Krew zaczęła się lać.Obcy uciekł z moją komórką i pieniędzmi.
Upadłąm,zawsze bałam i brzydziłąm się krwi.
Usłyszałam szepty i kroki.
Zza rogu wyszedł Bill,gdy mnie zobaczył miał przerażoną minę.
-Ligia co się stało?!
-Napadł mnie jakiś facet…
Tom dobiegł i przerażony krzyknął.Krew była wszędzie.Było mi słabo..
-Musimy szybko zabrać cię do szpitala !
Tom zadzwonił na pogotowie.Przyjechało w pare minut.
W tym czasie chłopcy byli przy mnie i dodawali mi otuchy.Naprawdę słabłam…w pewnym momencie chyba straciłam przytomnośc…

***

Obudziłam się następnego dnia w szpitalu.Okazało się,że mężczyzna uszkodził mi parę tętnic.Jednak nic bardziej poważniejszego.
Dziś miałam wyjść ze szpitala.Ciocia siedziała przy mnie i ciągle mówiła “Matko kochana jak do tego doszło!”.
Czułam się dobrze.Tylko sam fakt,że jakiś mężczyzna zaatakował mnie,bolał.Przypomniałam sobie,że jutro Wigilia.
-Ubieraj się kochanie,już możemy iść do domu.-powiedziała ciocia.
-Ciociu,a czy ktoś mnie odwiedzał gdu tu leżałam?-zapytałam
-A tak…jakiś chłopak z dredami zostawił dla Ciebie kartkę.Mam ją w domu.
Wreszcie poczułąm chociarz trochę radości.Myslałam,że po tym wydarzeniu pomyślą,ze jestem jakąś nieudacznicą.
Pom powrocie do domu szybko otworzyłąm kopertę.Chłopacy pytali jak się czuję,napisali,że czekali jak mogli,ale niestety wypadł im konceert.
Podali swoje numery,bo wiedzieli o skradzionej komórce.

Comments are closed.