Znowu.
Rebel od czasu tamtego zdarzenia nie mogła przełamać się w stosunku do chłopaków, a w szczególności do Billie’go. Pewnego razu kiedy wracali ze szkoły musiała zapytać DLACZEGO. Dlaczego uderzył Ray’a. Nie była na niego zła że to zrobił. Cieszyła się. Nie dawało jej to jednak spokoju.
Panowała cisza. Nikt nie miał zamiaru odezwać się pierwszy od czasu ostatniej niedzieli. Coś tak jakby między nimi pękło. Jakaś króciutka nić. Widocznie jednak musiała być bardzo ważna.
- Dlaczego?- spytała Rebel. Skierowała swoje spojrzenie na Billie’go.
- Co dlaczego?- Billie spojrzał na nią tępym wzrokiem. Nie rozumiał o co chodzi. Wtedy pod kościołem… zastanawiał się dlaczego to zrobił. To stało się tak nagle. Sam niewiedział co Go do tego zmusiło. Przecież Rebel nawet mu się nie podoba. W każdym razie tak mu się zdaje.
- No dlaczego tam pod kościołem…- Rebel nie była w stanie dokończyć.
- No bo… chciałaś tam tak stać w jego objęciach?
- Nie, pewnie że nie. Wielka mi przyjemność całować się z kimś kogo nawet nie znasz.
- No to masz odpowiedź.- zakończył krótko. Idący obok nich Mike i Frank patrzyli na to jednym okiem. Wiedzieli że coś się kroi. Nie wiedzieli jeszcze jednak co.
- Chyba że to był twój pierwszy pocałunek.- powiedział ironicznie Frank, po czym zacmokał.
- A mówił Ci ktoś że jesteś nienormalny?- odparła Rebel.
- On to ma od dziecka nie przejmuj się.- odpowiedział za niego Mike. Frank spojrzał na niego “groźnym” wzrokiem po czym wyciągnął z plecaka butelkę z wodą i zaczął ich oblewać. Rebel nie myśląc długo pochwyciła trochę błota z jezdni i trafiła Go nim prosto w twarz. Zaczęła się zwijać ze śmiechu. Nim jednak się zorientowała sama była mokra i ubłocona. Nie ma to jak koledzy i zimny prysznic w listopadzie.
Następnego dnia w szkole.
Rebel siedziała w ławce, z głową położoną na blacie. Wczoraj nie wyspała się ponieważ nie mogła zasnąć. Całą noc wpatrywała się w ciemność i myślała o tym co stało się pod kościołem. Doszła do wniosku, że Billie jak to przyjaciel poprostu ją obronił. I nic więcej. Przecież to nie możliwe. Billie się jej nie podoba. Nigdy się jej nie będzie podobał. NIGDY!
- Crush!!- krzyknęła nauczycielka. Rebel ocknęła się z zamyślenia po czym powoli wstała.
- Nie słuchasz. No cóż, nieważne. Siadaj i słuchaj!!- Rebel usiadła nie miała jednak zamiaru słuchać nauczycielki. Wpatrywała się w okno, z myślą o szybkim wyjściu z dusznej szkoły.
Lekcja powoli dobiegała końca. Ucieszona Rebel miała nadzieję, że już nie będzie żadnego zadania. W ten weekend miała zamiar odpocząć. I to pożądnie!! I chciała się porządnie rozpakować. Mimo, że mieszkała tutaj już prawie 2 miesiące to nadal nie które rzeczy stały w wielkich kartonach.
Niestety pani Frose nie odpuści swojej “ulubionej” klasie.
- A teraz zadanko.- powiedziała ze złowieszczym uśmiechem na twarzy.- Na poniedziałek przygotujecie projekt na kartkach A3. Ma być on o zanieczyszczeniach w przyrodzie i ich skutkach. A więc dowidzenia!!- zadzwonił dzwonek. Rebel czuła się wręcz cudownie. Nie ma to jak wredna nauczycielka.
Dzisiaj Rebel wracała sama ze szkoły, ponieważ musiała jeszcze podskoczyć do sklepu po blok techniczny i coś do pisania. Po drodze spotkała Ray’a. Spojrzała na niego swoim przeszywającym wzrokiem. Koleś obszedł ją do okoła i czym prędzej się oddalił. Obejrzała się i pokazała mu fuck’a. On na szczęście tego nie zauważył. Bała się myśleć co by się stało gdyby to zauważył. Musiała by szybko uciekać.
Kiedy już kupiła co potrzebowała szybko pobiegła do domu. Chciała szybko skończyć ten projekt i pójść spać. Za dużo atrakcji jak na ostatni tydzień. Ray, Billie no i ten projekt.
W domu zabrała się do pracy. Musiała zniszczyć conajmniej 4 kartki, żeby osiągnęła to o co jej chodziło. Brat pomógł jej narysować trójwymiarową fabrykę z dwoma wielkimi kominami. Bała się tylko o ortografię. Nigdy nie była z tego dobra. Każdy ma jakiś słaby punkt.
Zadzwonił telefon. Rebel wygrzebała się z pod sterty papierów i ruszyła na poszukiwania słuchawki. Po paru sekundach poszukiwań rozpoczęła rozmowę.
- Część to ja.- to był Billie.
- Nooo cześć. O co chodzi?
- No o ten projekt… Przyszłabyś do mnie jutro pomóc mi? Ja nie dam rady… Znaczy…
- Dobra o której mam być?- spytała Rebel. Trzeba przecież pomóc w potrzebie. ” Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” jak to mawiał pastor Collins.
- Bądź o 12… Czekam. Pa!- odłożyła słuchawkę. W ostatniej chwili przypomniało jej się, że miała się rozpakować. Trudno się mówi. I tak jej się nie chce.
Jutro punktualnie o 12:00 zadzwoniła do drzwi domu Billie’go. Otworzyła jej nie wysoka kobieta i kasztanowych włosach i zielonych oczach. Takich jak ma Billie…
- Och to ty musisz być Rebel. Billie dużo o tobie mówił, wejdź.- kobieta wpuściła ją do domu. Było tu bardzo przytulnie a jednocześnie skromnie. Ale… Billie dużo o niej wspominał?!
Została zaprowadzona po schodach na piętro. Zapukała, po czym weszła do pokoju Billie’go całego w plakatach. Samego Billie’go zastała w wielkich słuchawkach siedzącego na łóżko z gazeta w reku. Kiedy zobaczył Rebel, powoli wstał i zaprowadził ją do biurka, gdzie znajdował się jego projekt.
- To moje dzieło.- wskazał palcem na pomiętą kartkę nie właściwego rozmiaru, całą zamazaną tuszem do pióra.
- Świetnie. Dobrze że na wszelki wypadek wzięłam swój projekt i blok.- wyszczeżyła zęby, po czym wyciągnęła swój projekt i blok.
Powoli zabrała się do pracy. Najpierw zaczęła pisać trochę zmieniony tekst ze swojego projektu, po czym zabrała się za rysowanie. Billie stał nad nią i wpatrywał się w jej projekt. Był zdziwiony, że już Go zrobiła. I to tak starannie. Tak szczeże to ten projekt i jego wykonanie całkiem mu zwisało. Teraz jednak kiedy grozi mu pała z plastyki… Trzeba poświęcić swój tyłek i wziąść się do roboty. Ale jak to. Przecież to Rebel wszystko robi. Kiedy się skapnął, chciał przerwać.
- Dobra ja dokończe.
- Daj spokój… już kończe przecież.- Rebel poprostu nie chciało się wstawać. Przecież jest tak wygodnie…
- No dawaj.- Billie trochę się niecierpliwił.
- No dobra skoro musisz. A więc : tutaj musisz…- obróciła głowę. ZNOWU. Cholernym zrządzeniem losu jej usta znalazły się może jeden centymetr od ust Billie’go. Patrzyła tak w jego oczy. W te wielkie zielone oczy. Nie wiedziała co zrobić. Nie chciała tego przerwać. Tak naprawdę, w podświadomości chciała Go objąć i pocałować z całej siły. Całować Go bez końca. Kiedy już powoli zaczeli się do siebie zbliżać a ich usta delikatnie się zetknęły do pokoju weszła pani Armstrong. Odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Coś do picia?
- Nie właściwie ja już ide…- Rebel wstała i szybko znalazła się na ulicy przed domem. Przez chwilę stała tak i dotykała swoich ust. Tak jakby chciała odnaleźć cząstkę jego. W jednej chwili jednak uświadomiła sobie, że lepiej o tym zapomnieć. Tak jakby to się nie wydarzyło. Nie chce żeby przez to ich przyjaźć została zniszczona. A zresztą, i tak już nie będzie jak dawniej.
Nigdy.
