Ucieczka.
Rano Rebel obudziła się obolała, i nie wyspana. Myślała, że może nie pójdzie do szkoły ale… Braciszek kochany uważa że najważniejsza jest nauka. Mimo próśb i gróźb o godzinie 8:24 wszyła z domu. Szła powoli, ponieważ na jej nogach powstały wielkie i bolesne zakwasy. Powoli dochodziła do szkoły i zastanawiała się czy “wybawiciele” wogóle się do niej dziś odezwą. Mogą ją przecież wyśmiać i rozpowiedzieć, jaka ona to “bezbronna”. Zawsze ta bezbronna dziewczyna może komuś dać glanem w twarz.
Powoli dochodziła do klasy. Mimo że wyszła dużo wcześniej znowu się spóźniła. I tym razem przywitał ją wóźny.
- No, no, no znowu spóźniona.- powiedział patrząc na nią swoimi niebieskimi oczami.
- Popracuje nad tym obiecuje. Przepraszam czas zmierzyć się z potworem.- chodziło oczywiście o lodowatą panią Frose, która napewno nie przywita jej entuzjastycznie.
Nacisnęła klamkę od klasy, po czym powoli weszła. Musiała się zmierzyć z tym samym lodowatym spojrzeniem, które przywitało ją wczorajszego feralnego dnia. Spojrzała po klasie. Jej wybawiciele siedzieli spokojnie w ławkach. O ile rzucanie w siebie papierkami można nazwać rzeczą spokojną.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie…- powiedziała zrezygnowana Rebel.
- Dzień dobry, kolejne spóźnienie…- odnotowała w dzienniku.- Ale co to? Rękawiczki? Ściągaj w tej chwili.
- Tylko że ja…- Rebel miała na swoich rękach szare rękawiczki z obciętymi palcami. Stwierdziła że zakrwawione plastry, nie są miłym widokiem. Odwróciła się do nauczycielkie i pokazała jej dłonie. Nauczycielka zrobiła wyraz zniesmaczenia po czym kazała jej usiąść w ławce.
Po podaniu sobie dłoni z chłopakami usiadła w ławce.
- Kartkóweczki…
Pani Frose sięgnęła do strarej torebki, która przypominała uszytą z imitacji krokodylej skóry. Po 5 minutach mocowania się z zardzewiałym zamkiem wyciągnęła zmięte kartkówki. Szczeże… nie wyglądały dobrze.Wszystkie były pokreślone czerwonym długopisem. Nie był to dla nikogo dobry znak. Wszyscy stali się smutni i jednocześnie wkurzeni.
- A więc tak… Dots… +2. Roller 1, Westmoke 1…- zaczynała wymieniać. Jak dotąd najlepszą oceną była plus dwója Eleonory Dots. Powoli myślała że sama źle napisała, a co gorsza podała złe wyniki Billie’mu. No cóż jakoś się z tego wytłumaczy.
- No to zostały nam dwie prace. Armstrong, Crash wstawać!!- podnieśliśmy się jak oparzeni. Zanosiło się na burzę. A raczej na huragan.
- Jako jedyni dostaliście piątki. Jest to dziwne, szczególnie Armstrong… Siadać pały.
- Coooo?! Ale za co?- Rebel była oburzona. Jakim prawem daje im jedynki?!
- Właśnie!! Przecież my nic…- Billie nie był w lepszym stanie. Co ta stara Frose ma w głowie?!
- Niewątpliwie ściągaliście. Nie ma mowy żeby Armstrong napisał dobrze.
- Ale przecież pani nas nie przyłapała!! Nie może pani!!- Rebel straciła jakąkolwiek kontrole nad sobą. Miała ochotę wygarnąc jej wszystko, co o niej myśli. Wyglądało na to, że Berkeley nie jest aż tak wspaniałe jak myślała. Wszystko odwraca się przeciw jej. Nie dość że pokłóciła się z bratem, to jeszcze prawie jakiś pedał ją zgwałcił… no i doszła teraz Frose. Może tylko się jej wydawało, ale w tej klasie nie było dla niej miejsca. Czuła się jak wyżutek, którego nikt nie potrzebuje. Nikt nie chce…
- Wstawia pani te pały?- spytała niby to grzecznie. Miała pewien plan.
- Ależ oczywiście. Nie będę tolerować kłamców, i oszukańców.
- W takim razie do widzenia.- Rebel pochwyciła swój różowy plecak, i ruszyła w stronę drzwi. Poczuła jednak jak paznokcie pani Frose, boleśnie wbijają się w jej ramię.
- Nawet się nie waż.- spojrzała na nią jeszcze surowszym wzrokiem niż zwykle. Nie myśląc długo Rebel strąciła dłoń nauczycielki i wyszła. Nie poszła jednak do domu. Postanowiła poczekać.
Lekcja się skończyła. Billie, Mike i Frank powoli wychodzili z klasy. Zobaczyli siedzącą na parapecie Rebel. Nie wyglądała na zadowoloną. W rękach trzymała pałeczki perkusyjne, którymi uderzała o własne uda. Kiedy zobaczyła chłopców pośpiesznie schowała je do plecaka. Podeszli do niej.
- Nooo ładnie jej wyjechałaś.- zaczął rozmowę Mike.
- A co się będę… ma problem.- odpowiedziała krótko.
- No to co spadamy? – spytał Frank.
- Właśnie… i tak mam karę.- powiedział Billie.
- A za co jeśli można wiedzieć?- Rebel dobrze znała ten ból.
- Za gitarę.- odpowiedział. Rebel nie wiedziała o co chodzi, nie miała jednak zamiaru drążyć.
Wyszli ze szkoły. Na początku rozmowa się nie kleiła. Potem jednak tematy same zaczęły się nasuwać.
- Grasz na perkusji? Na przerwie miałaś pałeczki widziałem.- spytał zaciekawiony Frank.- Sam gram na perkusji.
- Nieee, to mojego brata. Ja gram na gitarze. I na skrzypcach. Ale to zupełnie inna historia. Nic ciekawego.- odpowiedziała. Powoli zbliżali się do jej domu. Czuła, że być może zdobyła nowych przyjaciół. Było jej to na rekę bo jak dotąd nie miała się do kogo odezwać.
- Dzięki że mnie odprowadziliście. Cały czas jednak wydaje mi się że to nie na rękę wam.
- Nie no dobra, jakoś się wytłumaczymy.- powiedział z uśmiechem Mike.- kiedy już miała odchodzić przypomniała coś sobie.
- Czy tutaj jest jakiś kościół?
