Od dzisiaj to jest blog z opowiadaniami. Nie powiem jakimi, bo chyba się domyślicie
.
Była 9:00 rano. Dzisiaj rozpocznie się nowe życie, nowa szkoła, i nowe znajomości. Niedawno się tu przeprowadziła. Okazało się, że nie jest aż tak zapyziałe. Jej się tu podobało. Czuła się tu… normalnie.
Rebel otworzyła oczy. Spojrzała na zegarek w kształcie czerwonego trampka. Była to jedyna jej pamiątka po rodzicach.
- O cholera!!- zerwała się na równe nogi, i czym prędzej wciągnęła na siebie ubranie. Porwała plecak i szybko zbiegła po schodach. W kuchni spotkała Rob’a, jej brata. Podbiegła do niego i porwała mu grzankę.
- Ej co jest?!- spytał wkurzony.
- Czy ty chociaż raz nie możesz mnie obudzić na czas?!- krzyknęła Rebel.
- Ojoj przepraszam jak mi przykro…- powiedział ironicznie Rob.
- Wal się.- po tym jakże miłym pożegnianiu pobiegła do szkoły. Kiedy wybiegła, zdała sobie sprawę że nie wie gdzie jest szkoła. No cóż trudno.
Rebel zaczynała liceum. No cóż co prawda był już październik… Ale tak nagle zmieniła szkołę. Nie ma to jak braciszek pracoholik.
Po 15 minutach poszukiwań trafiła przed Pinole Valley School. Czym prędzej wbiegła do budynku. Straszna rudera. Tutaj jednak czuła się wolna. Podbiegła do woźnego.
- Przepraszam, jestem tutaj nowa… Zaczęły się lekcje?
- Dokładnie przed chwilą.- facet uśmiechnął się do niej ciepło. Był to niewysoki staruszek o niebieskich oczach. Biła od niego niesamowita aura ciepła i przyjaźni.
- Aaa… gdzie jest sala numer 3?
- Stoisz obok niej.
- O kurde. Przepraszam. Do widzenia!!- nie usłyszała już odpowiedzi ponieważ czym prędzej weszła do klasy. Zastanawiała się co o niej pomyślą.
- Dzień dobry… przepraszam za spóźnienie… Jestem Rebel Crash.
- Witam… Pięknie zaczynasz pierwszy dzień w nowej szkole Rebel.- stała przed nią wysoka starszawa babka o brązowych oczach, i siwych włosach. Była lodowata. Nie raczyła nawet na nią spojrzeć.
- Lepszy taki początek niż żaden…- jej NOWA klasa wybuchnęła śmiechem. Dopiero teraz rozglądnęła się po klasie. ” Wyglądają na nienormalnych… tak to moja klasa”- pomyślała.
- Zajmij sobie jakieś miejsce Rebel. Chcę Cię tylko zawiadomić że masz nie być taka pyskata. To sie źle dla Ciebie skończy.- Rebel nic nie odpowiedziała. Rozglądnęła się po klasie. Nie było za dużo miejsca. Wkońcu dostrzegła pierwszą ławkę pod oknem. Nie myśląc długo usiadła. Nie na długo jednak.
- Rebel, podejdź tu na chwilę. Chcę coś zobaczyć.- powiedziała jak się później okazało pani Frose. Nie myśląc długo podeszła i stanęła na środku klasy. Znów wszystkie oczy zwróciły się na nią.
- Twój strój jest nie odpowiedni. To szkoła, a nie dyskoteka.- no cóż może i racja. Rebel miała na sobie czarną koszulkę na ramiączkach z napisem “Grunt to bunt”, pocięte i obszarpane rybaczki, czarno- czerwone podkolanówki, no i buty… hmm buty. Rebel w tym pośpiechu nie zauważyła jednej rzeczy. Na prawej nodze miała czarnego trampka z czerwonymi sznurówkami, a na drugiej czerwonego z czarnymi sznurówkami. Nie wyglądało to nawet tak tragicznie. Sama Rebel byłą oryginalna. Miała blond szopę na głowie, i mnóstwo piegów. Posiadała także duże szaro-niebieskie oczy.
Pewnie zdziwiła was ta bluzka na ramiączkach. Przecież październik. Rebel miała na sobie kurtę którą miała w plecaku.
- Masz więcej tak nie przychodzić do szkoły jasne?- spytała.
- Jak słońce.
- A więc siadaj.- Rebel usiadła.
- No to dobrze dzieci wyciągajcie kartki, kartkówka z chemii przed nami.- nie którzy zaczęli protestować. No cóż na nic sie to zdało. Kartkówka się odbyła. Rebel miała szczęście. W starej szkole, już przerabiali ten temat. Dlatego napisanie jej zajęło jej 5 minut. Kiedy skończyła rozglądnęła się po klasie. Siedzący w środkowym rzędzie chłopak o zielonych oczach i brązowych włosach wyraźnie nie miał pojęcia co napisać. Nie myśląc długo sporządziła ściąge.
- Przepraszam mogę iść do ubikacji?- spytała.
- Skoro musisz… Idź.- Rebel tylko na to czekała. Zmięła w dłoni kartkę, i przeszła przez klasę tak aby przejść obok ławki tego chłopaka. Kiedy przechodziła obok jego ławki “przypadkiem” oparła się o nią dłonią. Chłopak tylko na nią spojrzał dziękującym wzrokiem i zaczął spisywać.
Rebel po 5 minutach była spowrotem. Później rozpoczęła się przerwa. Lekcje leciały bardzo szybko. Wkońcu zakończył się pierwszy dzień w jej szkole. Kiedy wracała do domu była trochę wkurzona. Ten chłopak nawet jej nie podziękował.
W domu zastała swojego brata pijącego kawę, i sporządającego jakiś projekt budowy.
- Jak było w szkole?- spytał widząc nietęgą minę siostry.
- Ludzie są niewdzięczni.- odparła po czym pobiegła do pokoju.
Nadszedł wieczór. Zbiegła na dół do kuchni.
- Rob idę do tego baru.
- O tej porze? Nigdzie nie idziesz.
- Idę i huj Ci do tego.
- Jestem twoim opiekunem zostajesz tutaj!!
- Nie!!- była to już poważna kłotnia. Była wkurzona, ponieważ zawsze czuła się jak na uwięzi.
- Nie dziwię się że rodzice nas zostawili!!- krzyknął. Kiedy zrozumiał co powiedział chciał to cofnąć. Nie mógł jednak. W oczach Rebel pojawiły się łzy. Nie myśląc długo wybiegła na ulice Berkeley. Biegła nie patrząc gdzie. Później miała tego żałować.
