05/06
2010

Zaskoczenie.

Zaskoczenie.
Dalsza część opowiadania o Rebel Crush, mieszkającej w Berkeley ;) .
A tak przy okazji.
Dziś mam urodzinki (czekam na życzenia) :D !

Spojrzeli na nią jak na nienormalną. Kościół? Taka babka chce iść do kościoła? Ta która nie boi się nauczycielki i ucieka z lekcji? Wybuchneli śmiechem.
- No co?!- spytała zniesmaczona Rebel. Nie rozumiała o co chodzi. Chyba można mieć jakąś wiarę no…
- Ty do kościoła? Ty się dobrze czujesz?- Billie dotknął jej czoła. Strąciła jego dłoń po czym odwróciła się i wparowała do domu. Wiedziała że wszyscy tutaj są tacy sami. Mimo że rodzice Rebel nie byli wspaniali, to wychowali ją w Chrześcijańskiej wierze. Zdawało jej się że jest tu tylko kościół protestantów… ale cóż. Każda wiara jest dobra.
Po godzinie odrabiania lekcji, i tłumaczenie się bratu wyruszyła na poszukiwania. Zaczęła od centrum Berkeley. Pytała ludzi o drogę. Po prawie 3 godzinach poszukiwań, i słuchania zgryźliwych wypowiedzi przechodni zapytanych przez nią o drogę znalazła cel poszukiwań. Stanęła przed skromnym kościółkiem, zbitym z białych desek. Nie myśląc długo weszła do środka. Było tu bardzo skromnie. Na ołtarzu znajdował się tylko skromny marmurowy stolik. Było tutaj tylko około 10 ławek, dla ludzi.
Podczas gdy oglądała wnętrze, pojawił się pastor.
- Czego szukasz dziecko (dziecko?!)?- spytał pastor o dość dużym brzuchu i siwej brodzie.
- Nie nic… jestem nowa, przyszłam zobaczyć. I mam pytanie…
- Kto pyta nie błądzi.- jak się później okazało pastor Collins lubi rzucać takimi powiedzonkami.
- Czy tutaj jest jakiś chórek?

05/03
2010

Billie i Frank

Billie i Frank właśnie zmierzali do domu Rebel. Głupio im było za ten cały wyskok. Dla nich było to śmieszne, ale jak się okazało nie jest ona wcale taka twarda. Wkurzyła się i tyle. Trzeba było jednak jakoś przeprosić.
Frank nacisnął dzwonek. W środku rozległ się długi pisk. Czekali jakiś czas. Słyszeli że z pokoju nad gankiem dobiega głośna muzyka. Nie myśląc długo Billie pochwycił kamyk i uderzył nim w okno. Za pierwszym razem zero odzewu. Kiedy jednak uderzył drugi raz, okno podniosło się a w nim pojawiła się Rebel z białym szczurem na ramieniu. Spojrzała na nich. Pokazała im fuck’a i zamknęła okno. Chyba była to poważniejsza sprawa niż myśleli. Spróbowali jeszcze raz. Uderzali kamykiem w okno do znudzenia. Wkońcu Rebel nie wytrzymała i wystawiła głowę za okno. Na jej ramieniu dalej wisiał biały szczur.
- Czego?!- krzyknęła rozwścieczona. Nie dość że najpierw ją wyśmiewają, to potem chcą jej rozwalić okno. I doprowadzić do nerwicy.
- Chcieliśmy Cię przeprosić!! Wyłaź!- krzyknął Frank. Musiał w dalszym ciągu przekrzykiwać radio.
- Zobaczę co macie do powiedzenia.- okno zamknęło się z hukiem. Po chwili drzwi od ganku zaczęły się otwierać. Stanęła w nich Rebel w dżinsach i czerwonej kurtce z pacyfką. Na plecach miała futerał od gitary.
- Chodźcie mnie się spieszy, wytłumaczycie się po drodze.- minęła ich i nawet na nich nie spojrzała. Powoli zmierzała w stronę kościoła. Nie myśląc długo chłopaki rzucili się do biegu.
- No to my… chcemy… przepraszamy!!- tłumaczyli się zdyszania. Mimo że to faceci nie mogli nadążyć za długo nogą Rebel. Tłumaczyli się dość długo, ponieważ Rebel wogóle nie zwracały wogóle na nich uwagi.
- No…no,no przepraszamy.- tak zakończyła się ich nieskładna przemowa. Rebel stanęła przed nimi. Popatrzyła na nich swoimi szarymi oczami. Teraz ona wybuchnęła śmiechem. Stała przed nimi i zwijała się ze śmiechu. Nie mogła wytrzymać.
- A tym razem z czego się śmiejesz?- spytali.
- Wiecie jak fajnie wyglądaliście nie nadążający za mną i tak nie składnie tłumaczący się?- spojrzała na nich roześmianą twarzą. Wszyscy wybuchneli śmiechem.

Minął tydzień. Robiło się coraz zimniej. Rebel już zażegnała konflikt z nauczycielką, a także z chłopakami. Teraz chodzili prawie wszędzie razem. Jeśli nie szło jedno z czteroosobowej paczki, nie szedł nikt. Pewnego dnia na lekcji Billie dostał liścik następującej treści:
” Muszę z wami na przerwie pogadać. Ważne. Rebel .”
Na przerwie wszyscy spotkali się pod komórką woźnego. Chłopcy byli zaskoczeni tym listem. W szkole zazwyczaj trzymali się osobno. W końcu Rebel znalazła sobie koleżanki.
- Przyjdziecie w Niedziele do kościoła? Prooosze…- poprosiła Rebel.
- Ha ha ha. Chyba śnisz.- odpowiedział Mike.
- No proszę… dla mnie :) .- wyszczeżyła zęby. Kto jak kto, ale Rebel byłą bardzo ujmująca.
Chłopcy spojrzeli po sobie. Chyba nie wiedzieli co zrobic. Po 5 minutach zastanowień zgodzili się. No przecież to ich przyjaciółka. Przecież jej tego nie zrobią.

W niedziele punktualnie o 12:20 byli w kościele. Nie weszli do środka. Staneli w wejściu. Nie wiedzieli o co chodzi. Na ambonie pojawił się pastor Collins. Był strasznie wystrojony. I co dziwne pierwszy raz od 5 lat się uczesał. Nawet brodę.
- Moi drodzy. Dzisiejsza msza będzie szczególna. Przed państwem. Najnowszy zespół ” Contest “. Chwila oczekiwania. Na scene wychodzą jakieś dziewczyny. Tylko gdzie ta Rebel. Hmm… może nie przyszła.
Chłopaki przyjżały się dokładnie. Zobaczyli ją. Stała w czwartym najwyżej usytuowanym rzędzie.
Rozległa się muzyka. Zaczęto śpiewać. Była to strasznie szybka piosenka. Mniej-więcej w środku wykonania solówkę miała Rebel. Chłopcy byli oczarowani. Jej mocny, lekko zachrypnięty głos rozbrzmiewał po całym kościele. Stali jak wryci z lekko rozwartymi ustami.

Msza się skończyła. Chłopaki czekały na Rebel przed wejściem do kościoła. Kiedy zobaczyli że już się zbliża zaczęli do niej podchodzić. Nagle jednak wpadł na nią chłopak który chodził do najstarszej klasy w szkole w Berkeley. Podszedł do niej i zaczął gadać. Chłopaki czekały jak skończą rozmowę. Rebel patrzyła na Ray’a (bo tak sie nazywał) z politowanie. Nagle jednak chłopak z całej siły przyciągnął ją do siebie i pocałował. Nie był to jednak pocałnek którego Rebel pragnęła. Chciała się uwolnić, niestety chłopak miał bardzo mocny uścisk. Kiedy myślała że będzie tak stać na pośmiewisko ludzi zobaczyła jak Billie odrywa Go od niej z całej siły i uderza pięścią w twarz. Ray leżał na zakurzonej ziemi. Billie stał nad nim i dyszał ze złości.
Rebel spojrzała w jego twarz. Nie wiedziała co powiedzieć. Billie obronił ją. JĄ! Nie pozolił by ktoś obcy się z nią całował. Nie wiedziała co czuć. Chciało się jej płakać. Nie dlatego że Billie uderzył Ray’a. Nie wiedziała dlaczego.
- Posłuchaj… jeśli ty i on…- powiedział cicho Billie. Próbował złapać ją za ramię.
- Nie… dziękuje.- z jej oczu pociekły łzy. Nie wiedziała jak się odwdzięczyć. Nie chciała by on ją za to przepraszał.
Głupota.

03/28
2010

Znowu

Znowu.
Rebel od czasu tamtego zdarzenia nie mogła przełamać się w stosunku do chłopaków, a w szczególności do Billie’go. Pewnego razu kiedy wracali ze szkoły musiała zapytać DLACZEGO. Dlaczego uderzył Ray’a. Nie była na niego zła że to zrobił. Cieszyła się. Nie dawało jej to jednak spokoju.
Panowała cisza. Nikt nie miał zamiaru odezwać się pierwszy od czasu ostatniej niedzieli. Coś tak jakby między nimi pękło. Jakaś króciutka nić. Widocznie jednak musiała być bardzo ważna.
- Dlaczego?- spytała Rebel. Skierowała swoje spojrzenie na Billie’go.
- Co dlaczego?- Billie spojrzał na nią tępym wzrokiem. Nie rozumiał o co chodzi. Wtedy pod kościołem… zastanawiał się dlaczego to zrobił. To stało się tak nagle. Sam niewiedział co Go do tego zmusiło. Przecież Rebel nawet mu się nie podoba. W każdym razie tak mu się zdaje.
- No dlaczego tam pod kościołem…- Rebel nie była w stanie dokończyć.
- No bo… chciałaś tam tak stać w jego objęciach?
- Nie, pewnie że nie. Wielka mi przyjemność całować się z kimś kogo nawet nie znasz.
- No to masz odpowiedź.- zakończył krótko. Idący obok nich Mike i Frank patrzyli na to jednym okiem. Wiedzieli że coś się kroi. Nie wiedzieli jeszcze jednak co.
- Chyba że to był twój pierwszy pocałunek.- powiedział ironicznie Frank, po czym zacmokał.
- A mówił Ci ktoś że jesteś nienormalny?- odparła Rebel.
- On to ma od dziecka nie przejmuj się.- odpowiedział za niego Mike. Frank spojrzał na niego “groźnym” wzrokiem po czym wyciągnął z plecaka butelkę z wodą i zaczął ich oblewać. Rebel nie myśląc długo pochwyciła trochę błota z jezdni i trafiła Go nim prosto w twarz. Zaczęła się zwijać ze śmiechu. Nim jednak się zorientowała sama była mokra i ubłocona. Nie ma to jak koledzy i zimny prysznic w listopadzie.

Następnego dnia w szkole.

Rebel siedziała w ławce, z głową położoną na blacie. Wczoraj nie wyspała się ponieważ nie mogła zasnąć. Całą noc wpatrywała się w ciemność i myślała o tym co stało się pod kościołem. Doszła do wniosku, że Billie jak to przyjaciel poprostu ją obronił. I nic więcej. Przecież to nie możliwe. Billie się jej nie podoba. Nigdy się jej nie będzie podobał. NIGDY!
- Crush!!- krzyknęła nauczycielka. Rebel ocknęła się z zamyślenia po czym powoli wstała.
- Nie słuchasz. No cóż, nieważne. Siadaj i słuchaj!!- Rebel usiadła nie miała jednak zamiaru słuchać nauczycielki. Wpatrywała się w okno, z myślą o szybkim wyjściu z dusznej szkoły.
Lekcja powoli dobiegała końca. Ucieszona Rebel miała nadzieję, że już nie będzie żadnego zadania. W ten weekend miała zamiar odpocząć. I to pożądnie!! I chciała się porządnie rozpakować. Mimo, że mieszkała tutaj już prawie 2 miesiące to nadal nie które rzeczy stały w wielkich kartonach.
Niestety pani Frose nie odpuści swojej “ulubionej” klasie.
- A teraz zadanko.- powiedziała ze złowieszczym uśmiechem na twarzy.- Na poniedziałek przygotujecie projekt na kartkach A3. Ma być on o zanieczyszczeniach w przyrodzie i ich skutkach. A więc dowidzenia!!- zadzwonił dzwonek. Rebel czuła się wręcz cudownie. Nie ma to jak wredna nauczycielka.

Dzisiaj Rebel wracała sama ze szkoły, ponieważ musiała jeszcze podskoczyć do sklepu po blok techniczny i coś do pisania. Po drodze spotkała Ray’a. Spojrzała na niego swoim przeszywającym wzrokiem. Koleś obszedł ją do okoła i czym prędzej się oddalił. Obejrzała się i pokazała mu fuck’a. On na szczęście tego nie zauważył. Bała się myśleć co by się stało gdyby to zauważył. Musiała by szybko uciekać.

Kiedy już kupiła co potrzebowała szybko pobiegła do domu. Chciała szybko skończyć ten projekt i pójść spać. Za dużo atrakcji jak na ostatni tydzień. Ray, Billie no i ten projekt.
W domu zabrała się do pracy. Musiała zniszczyć conajmniej 4 kartki, żeby osiągnęła to o co jej chodziło. Brat pomógł jej narysować trójwymiarową fabrykę z dwoma wielkimi kominami. Bała się tylko o ortografię. Nigdy nie była z tego dobra. Każdy ma jakiś słaby punkt.
Zadzwonił telefon. Rebel wygrzebała się z pod sterty papierów i ruszyła na poszukiwania słuchawki. Po paru sekundach poszukiwań rozpoczęła rozmowę.
- Część to ja.- to był Billie.
- Nooo cześć. O co chodzi?
- No o ten projekt… Przyszłabyś do mnie jutro pomóc mi? Ja nie dam rady… Znaczy…
- Dobra o której mam być?- spytała Rebel. Trzeba przecież pomóc w potrzebie. ” Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” jak to mawiał pastor Collins.
- Bądź o 12… Czekam. Pa!- odłożyła słuchawkę. W ostatniej chwili przypomniało jej się, że miała się rozpakować. Trudno się mówi. I tak jej się nie chce.

Jutro punktualnie o 12:00 zadzwoniła do drzwi domu Billie’go. Otworzyła jej nie wysoka kobieta i kasztanowych włosach i zielonych oczach. Takich jak ma Billie…
- Och to ty musisz być Rebel. Billie dużo o tobie mówił, wejdź.- kobieta wpuściła ją do domu. Było tu bardzo przytulnie a jednocześnie skromnie. Ale… Billie dużo o niej wspominał?!
Została zaprowadzona po schodach na piętro. Zapukała, po czym weszła do pokoju Billie’go całego w plakatach. Samego Billie’go zastała w wielkich słuchawkach siedzącego na łóżko z gazeta w reku. Kiedy zobaczył Rebel, powoli wstał i zaprowadził ją do biurka, gdzie znajdował się jego projekt.
- To moje dzieło.- wskazał palcem na pomiętą kartkę nie właściwego rozmiaru, całą zamazaną tuszem do pióra.
- Świetnie. Dobrze że na wszelki wypadek wzięłam swój projekt i blok.- wyszczeżyła zęby, po czym wyciągnęła swój projekt i blok.
Powoli zabrała się do pracy. Najpierw zaczęła pisać trochę zmieniony tekst ze swojego projektu, po czym zabrała się za rysowanie. Billie stał nad nią i wpatrywał się w jej projekt. Był zdziwiony, że już Go zrobiła. I to tak starannie. Tak szczeże to ten projekt i jego wykonanie całkiem mu zwisało. Teraz jednak kiedy grozi mu pała z plastyki… Trzeba poświęcić swój tyłek i wziąść się do roboty. Ale jak to. Przecież to Rebel wszystko robi. Kiedy się skapnął, chciał przerwać.
- Dobra ja dokończe.
- Daj spokój… już kończe przecież.- Rebel poprostu nie chciało się wstawać. Przecież jest tak wygodnie…
- No dawaj.- Billie trochę się niecierpliwił.
- No dobra skoro musisz. A więc : tutaj musisz…- obróciła głowę. ZNOWU. Cholernym zrządzeniem losu jej usta znalazły się może jeden centymetr od ust Billie’go. Patrzyła tak w jego oczy. W te wielkie zielone oczy. Nie wiedziała co zrobić. Nie chciała tego przerwać. Tak naprawdę, w podświadomości chciała Go objąć i pocałować z całej siły. Całować Go bez końca. Kiedy już powoli zaczeli się do siebie zbliżać a ich usta delikatnie się zetknęły do pokoju weszła pani Armstrong. Odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Coś do picia?
- Nie właściwie ja już ide…- Rebel wstała i szybko znalazła się na ulicy przed domem. Przez chwilę stała tak i dotykała swoich ust. Tak jakby chciała odnaleźć cząstkę jego. W jednej chwili jednak uświadomiła sobie, że lepiej o tym zapomnieć. Tak jakby to się nie wydarzyło. Nie chce żeby przez to ich przyjaźć została zniszczona. A zresztą, i tak już nie będzie jak dawniej.
Nigdy.

03/25
2010

Odwiedziny.

Odwiedziny.
W poniedziałek Rebel zjawiła się w szkole jak gdyby nigdy nic. Rozmawiała z chłopakami, i z Billie’m tak jakby nic między nimi nie zaszło wtedy, w sobotę. Tamtego dnia jeszcze długo po wyjściu z domu Billie’go szwędała się po opustoszałym i cichym Berkeley. Musiała wszystko przemyśleć. I przemyślała.
Właśnie rozpoczęła się kolejna lekcja z panią Frose. Kiedy już wszyscy zasiedli w ławkach, pani Frose oznajmiła że ma dla klasy ” niespodziankę “. Niespodzianką okazała się nowa uczennica. Od początku nie przypadła Rebel do gustu.
- Oto wasza nowa koleżanka!- powiedziała rozradowana pani Frose. Rebel tak nie powitała. A to świnia.- Jej ojciec bardzo pomógł naszej szkole. Wpłacił wspaniały datek na nasze boisko.- a więc wszystko wiadomo. Ojczulek dał kasę, a więc mamy nowego pupilka. A co do tego boiska… było to klepisko, na którym wiecznie zatrzymywała się woda spływające w pól. Ledwo się dało na nim grać.
- Usiądź za Rebel- imię to wypowiedziała ze zgorszeniem i obrzydzeniem- o tam kochanie.- tym “kochaniem” był istny potwór. Było to długonoga dziewczyna o platynowych blond włosach i wybielanych na hollywodzką biel zębach. Była obrana w ledwie zakrywającą jej tyłek spódniczkę, biało-różową bluzkę i różowych podkolanówkach. Na nogach miała białe balerinki. Istny pasztet.
Kiedy mijała Rebel, spojrzała na nią z politowaniem. No bo kim może być dla niej jakaś ubrana na czarno dziewczyna, z obleśną szopą na głowie? Nikim. Jak się później okazało Kat ( bo tak miała na imię blondynka) miała uprzykrzyć Rebel życie. Przechodząc obok niej szepnęła:
- Jezu gdzie ty się ubierasz? Na śmietniku?- spytała z przekąsem.
- Nie bój się lepsze ciuchy pozostawię dla Ciebie.- odpowiedziała Rebel. Dziewczyna nie myśląc długo, usadowiła swój tyłek w ławce. Biedaczka nie miała jak odpowiedzieć. Chwilę potem mieli oddawać projekty. Podczas oddawania swojego Rebel spojrzała na Billie’go. Uśmiechnęła się i zaczęła się strasznie śmiać.
- Co Cię tak śmieszy?- spytała Frose.
- Nie..e… niic.- ledwo odpowiedziała Rebel. Napad śmiechu który ją nawiedził był straszny. Musiała sie zachowywać jak wariatka.
Lekcja dobiegała końca. Nie obyło się oczywiście bez masy zadań domowych, i z pięciu opieprzek od Frose. Oczywiście za nic. A Kat żujące za Rebel gumę, i co chwila robiąc balony zbierała same pochwały. A to że ładna fryzura, a to że tak ładnie się zachowuje… Aż się żygać chciało.

Rebel wraz z Frank’iem, Mike’m i Billie’m powoli wychodziła ze szkoły. Za nią oczywiście szła Kat z parą dziewczyn którą sobie przygruchała na przerwie. Były to takie same “idealne” dziewczyny jak ona. Z rodzinką (bogatą) i swoim własnym samochodem. Żygowina.
- Ej ty z szopą na głowie!- jej przyjaciółeczki zachichotały jak wiedźmy.- Jeśli Cię nie stać na ubrania mogę Ci dać swoje… no, mogą być trochę za szerokie w klatce piersiowej.- zaśmiała się. Rebel miała ją zignorować, ale kiedy doszła aluzja o jej małych piersiach poprostu nie mogła. Powoli odwróciła się.
- Że niby co masz na myśli złotko?- spytała z furią w oczach.
- Rebel daj spokój chodź…- usłyszała cichy szept Mike’a. Nie zważała na to jednak w zupełności.
- No, że masz pustkę w staniku. I wypychanie Go watą nic nie pomoże.
- Odszczekaj to.- Rebel traciła nad sobą panowanie.
- Chyba śnisz desko.- Rebel już nie wytrzymała. Powoli podeszła do Kat ze sztucznym uśmieszkiem. Kiedy ta odwzajemniła uśmiech Rebel z całej siły dała jej pięścią w twarz. Potem rzuciła się na nią powalając ją na ziemię. Strasznie zabawnie piszczała ta Kat wraz ze swoimi przyjaciółeczkami. Rebel usiadła okrakiem na brzuchu Kat, po czym zaczęła ją okładać pięściami. W pewnej chwili Kat poderwała sie zrzucając ją na lodowatą ziemię. Kat drapała ją swoimi paznokciami po twarzy. Szybko jednak sytuacja się odwróciła. Rebel znów siedziała na niej okrakiem i biła ją pięściami. Wydawało jej się że trwało to wieczność. W pewnej chwili jednak poczuła jak chłopaki odciągają ją od zakrwawionej Kat. Sama Rebel nie wyglądała lepiej. Jej twarz była cała podrapana. Rebel w dalszym ciągu nie chciała puścić Kat. Chłopaki jednak zdołały odciągnąć ją i zabrać jak najdalej stąd.

- A taka niby pobożna…- zaczął rozmowę Frank.
- No popatrz…- wtórował mu Billie.
- Możecie się zamknąć?- Rebel wzięła w garść trochę śniegu, po czym zaczęła sobie nią obmywać twarz. Podrapane miejsca strasznie bolały po zetknięciu z mrozem.- Mnie to nie śmieszy. Jak się Frose dowie to mnie wyrzuci ze szkoły.
- Jak Ciebie to nas też.- powiedział Mike. Podszedł do niej i poklepał ją po ramieniu. Chłopaki szczeże się do niej uśmiechnęły. Fajnie jest mieć przyjaciół.

Powoli doszli do domu Rebel. Było strasznie zimno, a w dodatku tej nocy spadł śnieg. Pierwszy śnieg.
- A może wejdziecie? Nie ma nikogo w domu…- zaproponowała Rebel. Chłopaki spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
- No to wstąpimy.- Rebel weszła razem z nimi na ganek, po czym zaczęła otwierać dom. Wprowadziła chłopaków do domu, po czym wzięła od nich kurtki, i zaprowadziła ich do kuchni. Chłopaki z ciekawością rozglądali się po domu pełnym różnych projektów na ścianach i wszystkich możliwych stołach.
- Chcecie kawy czy coś tam…?- spytała. Nie czekając na odpowiedź zrobiła im gorącej czekolady, po czym zaprowadziła ich do pokoju. Jak się okazało w pokoju już ktoś czekał. Nie proszony gość. Świetny czas na ODWIEDZINY.
- Kim ty…- Rebel nie skończyła. Chłopak który właśnie przeszukiwał jej pokój był jej znajomy i to bardzo.
- Czego kurwa?!- spytała wkurzona Rebel. Chłopak który przed nią stał, był jej wakacyjną miłością. Był to niejaki Ackley wysoki opalony blondyn, który zarywał wszystkie możliwe laski. Jedną z nich była niestety naiwna Rebel.
- Kotku nie poznajesz?- spytał niby to szarmanco podrywacz.
- Kotku?- zapytali równo chłopaki. Ich to chyba bawiło. Niestety Rebel była u progu wytrzymałości.
- To mój były… Kto Cię wpuścił?
- Twój braciszek. Nie przywitasz się ze mną?
- Ależ oczywiście misiaczku!- powiedziała to “ucieszona” Rebel. Podeszła do niego i objęła jego szyję jakby miała zamiar Go pocałować. Zamiast pocałunku jednak otrzymał mocne uderzenie z pięści z szczękę. Spojrzał na nią z wyżutem, po czym został przez nią i Franka wyżucony z domu. Biedaczkowi musiało być zimno w samym podkoszulku. Kiedy Rebel wróciła do pokoju z Frank’iem, spojrzała na chłopaków gróźnym wzrokiem. Nagle w jednej chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem. Najszczerszym śmiechem pod słońcem.
Cudo.

03/15
2010

Tytuły są do dupy :]

Tytuły są do dupy :]
Po wyrzuceniu nastrętnego eks z domu, zabawa się rozkręciła. Ponieważ brat Rebel wracał do domu dopiero następnego dnia, chłopcy mogli zostać trochę dłużej. Rozmawiali o sobie, jak się tutaj znaleźli… Rebel dowiedziała się wkońcu czegoś więcej o zespole. Nazwa była trochę dziwna. Rebel nie mogła jej zapamiętać. To było jakoś… Sweet… Sweet Cośtam. Nie myślała jednak o tym zespole. Myślała o przyjaciołach, których zdobyła tutaj w Berkeley. Bała się że kiedyś się rozstaną. Gdyby tak się stało…

Następnego dnia.

Rebel spieszyła do szkoły. Wyjątkowo dzisiaj nie chciała się spóźnić. Podobno pani Frose miała dla nich jakąś propozycje. Jedyną rzeczą jaką Rebel się obawiała mogła być ostra jadka o tą wczorajszą bujkę. Zastanawiała się czy Kat już zdążyła naskarżyć. A nawet jeżeli nie ona, to napewno wyręczyły ją jej przyjaciółeczki. Rebel jednak starała się o tym nie myśleć. Chciała już poprostu znaleźć się w klasie. I porozmawiać z chłopakami. Jak narazie byli jej jedyną podporą.
Lekcja się rozpoczęła. Rebel jako tako doszła do szkoły na czas. Dzisiaj cała klasa była wyraźnie podniecona. Wszyscy szeptali między sobą o czymś bardzo ważnym. Wyglądało na to, że ona jako jedyna o niczym nie wiedziała. Ma się tego farta. Chcąc się czegoś dowiedzieć podeszła do Billie’go i Mike’a.
- Ej o co chodzi? Jak zwykle o niczym niewiem…- kiedy już Billie otworzył usta by odpowiedzieć do klasy weszła pani Frose, a wraz z nią jakaś młoda dziewczyna. Najwyraźniej kolejna nowa.
- Witam dzieci siadajcie.- jakie dzieci do cholery?! Rebel czuła się już w zupełności dorosła. Może nie jakoś super, ale wkońcu 17 lat…
- Macie kolejną nową koleżankę. To jest Jane.- Rebel to imię odrazu skojarzyło się z Tarzanem. Tarzan i Jane…- Dziecko usiądź w ławce zaraz koło Rebel. Mam nadzieję że spodoba Ci się w naszej szkole.- Jane była to wysoka i szczupła dziewczyna, o kasztanowych włosach, sięgająych mniej- więcej ramion, zielono-niebieskich oczach i aparatem ortodontycznym na zębach. Było jej w nim całkiem do twarzy. Rebel wydała się całkiem miła. Miała na sobie szary, wyciągnięty sweter, potargane dżinsy z jakimiś tam naszywkami na tyłku. Na szyi miała duży krzyżyk.
Pani Frose miała jeszcze coś do ogłoszenia. Wszyscy wyraźnie na to czekali. Może to dlatego klasa była taka podniecona…?
- A więc przejdźmy do rzeczy. Za 2 dni, odbędzie się trzy dniowa wycieczka do San Francisko. Będziemy tam mieszkać w hotelu. Pan dyrektor uznał, że należy się wam trochę odpoczynku. Ja osobiście tego nie popieram ale… wyjazd kosztuje 60 $. Zgłoszenia tylko do jutra.- po wygłoszeniu tej wiadomości, w klasie rozległy się okrzyki szczęścia i ciche pogwizdywania. Rebel miała nadzieję że pojedzie. Mogła się założyć, że Mike, Frank i Billie pojadą. Nie chciała przecież zostawać sama w Berkeley. Szczególnie, że nie miała zbyt wielu przyjaciółek. A tak właściwie to żadnej.

Lekcja dobiegała końca. Rebel wiedziała, że Kat nie przyszła do szkoły. Mogła się założyć, że z powodu obrażeń, których doznała we wczorajszej bójce. Kiedy miała już nadzieję, że spokojnie ulotni się ze szkoły, Frose musiała być szybsza.
- Rebel po lekcjach, spotkamy się w gabinecie dyrektora.- w klasie rozległy się pochukiwania i ciche “buu”. Rebel zmrużyła oczy i pokazała całej klasie fuck’a. Taka kochana klasa, że aż się rzygać chciało.

Po lekcji szybko udała się do gabinetu dyrektora. Nie wiedziała nawet jak wygląda, bo nigdy nie miała z nim kontaktu.
Weszła do gabinetu. Był to mały, obskurny pokoik, z widokiem na szkolne klepisko. Pokój był cały w dymie od cygar. Sam dyrektor był niewysokim facetem, lekko łysiejącym o bardzo przyjemnym spojrzeniu. Rebel jednak wcześniej znała tak miło wyglądające osoby, które później okazywały się strasznymi szujami.
- Panno Crush…- odezwał się dyrektor.- Słyszeliśmy o nieprzyjemnym incydencie z naszą nową uczennicą Kat. Chciałbym wiedzieć o co poszło.- tego pytanie bała się Rebel. A co miała powiedzieć, że czepiała się jej małych piersi?!
- Noo… ona mnie obraziła. I to bardzo. Nic na to nie poradzę cholera. O przepraszam za tą cholerę.- w porę uratowała się Rebel. Dyrektor spojrzał na nią po czym się uśmiechnął. Wydawał się całkiem miły…
- Nie wiem co teraz z tobą zrobić Rebel… Zostaniesz zawieszona w prwawch ucznia na dwa tygodnie. A co do wyjazdu… pojedziesz.
- Coooo?!- pani Frose przyglądające się całej rozmowie poczerwieniała ze złości.- To nie dopuszczalne!! Pobiła szanowaną uczennicę naszej szkoły!! Nie, nie i jeszcze raz nie!- krzyczała Frose.
- Przykro mi, ale to ja wydaje rozporządzenia.- spojrzał na nią ostrym wzrokiem dyrektor.- No cóż dowidzenia Rebel. Pani Frose też dziękuję.- Frose zacisnęła usta i wyszła z gabinetu razem z Rebel. Popatrzyła na nią z obrzydzeniem, po czym udała się do ubikacji.

Rebel wyszła ze szkoły. Myślała, że będzie wracać sama. Okazało się jednak, że chłopaki pokornie na nią czekały. Ogarnął ją taki przypływ radości, że nie wiedziała co robi. Podbiegła do chłopaków i dała im po buziaku w policzek. Stali tak i patrzyli na nią z otwartymi ustami. Nie rozumieli o co chodzi.
- Yyyy… – odezwał się Frank.- Za co?
- Mogę jechać!! Zostałam tylko zawieszona!- chłopcy uśmiechnęli się do niej po czym odprowadzili ją do domu. Kiedy Rebel weszła do domu, nikogo w nim nie zastała. Na lodówce, wisiała jedynie kartka z oświadczeniem: ” Wracam wieczorem. Kolacja ma być dobra. Amen.”. Taką wiadomość mógł pozostawić tylko jej brat. Brat pracoholik i wariat.
Rebel nalała sobie do szklanki trochę mleka, po czym udała się do pokoju. Musiała odrobić masę prac domowych, którymi nękała ich Frose. Ta babka miała tupet, fakt.
W pewnej chwili, kiedy Rebel była przy rozwiązywaniu zadań z fizyki usłyszała strasznie przeraźliwy krzyk, dobiegający z ulicy. Na początku myślała że to dzieciaki znów bawią się w dziki zachód. Kiedy jednak krzyki powtarzały się, a w dodatku dało się usłyszeć odgłosy szarpaniny, postanowiła zobaczyć przez okno. Na ulicy widziała jakąś dziewczynę, którą wyraźnie próbował okraść jakiś koleś. Nie myśląc długo Rebel szybko zbiegła po schodach, po czym wybiegła na ulicę.
Widziała, że dziewczyna wyraźnie nie dawała sobie rady. Nie myśląc długo Rebel po cichu podeszła do gościa od tyłu o popukała Go po ramieniu. Koleś zdziwiony odwrócił się do tyłu. Najpierw ujżał jakąś dziewczynę, a potem poczuł nogę uderzającą Go wprost w krok. Koleś przewrócił się na ziemię z bólu. Rebel chwyciła dziewczynę za dłoń i pociągnęła za sobą do domu.
Dziewczyna była trochę poobijana i zdyszana. Kiedy Rebel lepiej się jej przyjżała dostrzegła w niej Jane, nową dziewczynę z ich klasy. Zaprowadziła ją do kuchni i bez słowa zaczęła obklejać ją plastrami z Tweety’m. Po chwili wyciągnęła do niej ręke.
- Jane.
- Rebel.

A teraz wkleję zdjęcie. Wybaczcie ale mam straszną jare że się nauczylam.